An Odd Nosdam record is something more than music. More and more, David P. Madson's albums are collections of wordless short stories and scenes, intricately woven audio scrapbooks that buzz with singular experience as lived through the eyes and ears of one very electric human conduit. Whereas 2005's threateningly dense and gorgeous Burner was built amongst bad relationships, nasty headspaces and East Oakland situations, Level Live Wires is the distinct product of inspiration, bizarre happenstance and wonder lived out in a series of bright moments eventually brought together under the roof of an unruffled West Berkeley cottage. Here 8-track cassettes, samplers, synths and Dictaphones, lost records and found sounds, field recordings and happy accidents are brought to stirring life by our humble collagist.
Level Live Wires is announced by “On,” where a rolling dub bump bounces under a windy choral drone to pleasantly gangsta effect, which soon gives way to the surging slow dance of “Kill Tone.” A ticking arrives on a tiny loop, birds chirp overhead, something burns, then a crunchy harp melody begins—and begins again as if waiting to catch a groove. As a swell of bass pushes from below, the aural landscape shifts: sampler drums punch in and out, a guitar grinds slowly in the background (played by Dee Kesler of Thee More Shallows), voices echo elsewhere, and suddenly a rapid line of barroom piano (Why’s Doug McDiarmid) lends the final context needed to turn the loping beat into swirling ballet of syncopated sound. With a sharp kick of the turntable, “We Dead” pulses in on a vocal loop and a train-whistle, before “Freakout 3” crash-lands with a heavy burst of sludgy doom.
Tense glacial air warms to a warbling phonograph, a thunderstorm breaks, and a ball of aural white light overwhelms everything. David’s voice trickles in via Dictaphone during a President’s Day gang shoo....... more
Info dystrybutora:
Nagranie Odd Nosdam to coś więcej niż muzyka. Coraz więcej. Albumy Davida P. Madsona to kolekcje krótkich bezsłownych historii i scenek, skrupulatnie wypełnianych sonicznych klaserów. Level Live Wires jest wyraźnym produktem inspiracji, dziwacznych zdarzeń i zadziwień żyjących serią jasnych chwil zebranych razem pod jednym dachem niezmąconego wielkomiejskim hukiem domku w zachodnim Berkley. Tutaj z pomocą zgubionych nagrań, znalezionych brzmień, pól rejestracjii dźwiękowych i szczęsliwych przypadków w ośmiościeżkowe kasety, samplery, syntezatory i dyktafony tchnął życie nasz skromny kolażysta.
Level Live Wires anonsuje utwór On, gdzie turlający się dubowy wtrząs odbija się od wietrznego, chóralnego dronu osiągając przyjemny gangsterski efekt, pozwoli on wzburzyć po chwili powolny taniec Kill Tone. Tyknięcia wyskakujące jak pryszcze na powierzchni drobnego loopa, ptaki świergotające nad głową, coś się pali, potem chrupiąca melodia harfy zaczyna się i znów zaczyna, tak jakby wyczekiwała sposobnego rowka aby zaskoczyć. Tak jak bas kapitalnie pchany od spodu, przesunięcia słuchowego pejzażu (samplerskie rytmy podbijające kartę na dzieńdobry i dowidzenia, powolutku rozwijane przez Dee Keslera z Thee More Shallows gitarowe zgrzyty w tle, ówdzie wokalne echa i nagłe rwane linie barowego pianina (Whys Doug McDiarmid) którę obdarowują muzykę ostatecznym kontekstem, koniecznym by pluskliwy beat obrócić w balet synkopowych dźwięków. Ostrym kopem obrotnicy gramofonu, We Dead wpulsowuje wokalnego loopa i gwizdek pociągowy, nim Freakout 3 wyląduje awaryjnie z ciężkim wybuchem mulistego przeznaczenia.