Info dystrybutora:
Zapewne w to nie uwierzycie, ale Helldorado to zespół wcale nie z Texasu czy Chicago lecz z kraju fiordów i Wikingów. W Norwegii jest zimno, cholernie zimno. I wciąż ciemno. Ale brzmienie Helldorado to bagno i pustynia zamiast zorzy polarnych. Na ich trzecim albumie czuć wyraźnie fascynację amerykańską muzyką i kulturą, nie popadają jednak w plagiat, bo słychać, że tak biją ich serca...
Biorą to co najlepsze z rockowej i avant-countrowej tradycji amerykańskiej, połykają, przeżuwają, trawią, rozpuszczają w swej krwi i pocie: przejmujące ballady, rockowe pogonie, pełne kurzu i pyłu hymny, teksańsko-meksykańskie dęciaki, przerażające smyczki, surf-punk, psychobilly, spaghetti-western i tysiące popielniczek pasji - taka jest ballada o Norze Lee.
Od ostatniej płyty "Director's Cut" zespół poszedł jeszcze dalej w kierunku granicy meksykańskiej, przy okazji dobrał nowe instrumentarium: trąbki, skrzypce, organy, harmonijkę ustną, które idealnie pasują do ich kompozycji. Gun Club i Cramps, 16 Horsepower i Nick Cave, Morricone i Calexico, REM i surf-punk...
Dag S. Vagle, wokalista, gitarzysta i twórca większości utworów kwartetu okazuje się tutaj dodatkowo jeszcze świetnym opowiadaczem historii. To są "Murder Ballads" z kurzu i brudu, opowiadają o stracie miłości, życiu i duchowości. Czuć je grzechotnikami, rozlaną whisky, smakują jak olej...
Ten zespół trzeba szybko odkryć, zanim zrobi to Morricone... |