Najnowszy album trębacza Ricka Brauna nagrany w pełnej kolaboracji z doskonałym saksofonistą Richardem Elliotem. „R n R" uznany został za jedną z najlepszych płyt smooth-jazzowych zeszłego roku.
„RnR" (co pewnie jest skrótem od Rick and Richard), to pierwsza w pełni wspólna płyta Brauna i Elliota. Aż dziw, że doszło do niej dopiero teraz, zważywszy wieloletnią przyjaźń obu muzyków, ich obfity dorobek nagraniowy (w sumie razem nagrali 24 albumy) i pełną wspólnotę fascynacji muzycznych. Owszem, Braun, związany na początku kariery z jazzrockową formacją Auracle, a później z funkową grupą War (która niegdyś akompaniowała Ericowi Burdonowi z The Animals) oraz Elliot, będący filarem sekcji dętej w zespole Tower Of Power, nie raz gościnnie pojawiali się na swoich płytach. Tym razem jednak postanowili nagrać album tak jakby byli od zawsze duetem. Inspirując się groove'ami Jeffa Lorbera, Rexa Rideouta and Philippe'a Saisse, na ich bazie stworzyli efektowne melodie. Z mocnym wsparciem wybitnych muzyków smoothjazzowych, takich jak Chris Standring, Dwight Sills, Gregg Karukas, Lenny Castro, Ricky Lawson and Nate Phillips nagrali oni małe arcydzieło gatunku, które jesienią 2007 roku znalazło się na pierwszych miejscach amerykańskich list bestsellerów, podobnie jak singel z utworem tytułowym. Zadziwia dynamika, jakby wprost przeniesiona z sali koncertowej, ale też kontrastująca z nią intymność i liryzm. Obaj muzycy zdecydowanie unikają obcej smooth jazzowi bombastyczności i agresji, a na „R n R" wyśmienicie połączyli współczesny jazz z funkowo-rhythm'n'bluesowymi klimatami i z tradycją, sięgającą czasów bebopu, cool jazzu i jazzu z Zachodniego Wybrzeża, z lat 40. i 50. Dzięki takim muzykom, jak Braun i Elliot, muzyka zwana smooth jazzem objawia się w swej najszlachetniejszej formie. Jako muzyka dnia dzisiejszego, zwana nie na darmo contemporary jazz i - przyszłości.