Mimo upływu lat, łaskawa muza opiekująca się muzyką rockową zdaje się nie opuszczać Tima Gane'a i Laetitii Sadier, kierujących jedną z najbardziej niezwykłych grup w historii gatunku. Szesnaście lat po płytowym debiucie otrzymujemy kolejny doskonały album Stereolabu, tym razem firmowany przez 4AD.
„Chemical Chords" wydaje się być najbardziej popowym, ciepłym i przyjemnym w odbiorze albumem w całej dyskografii Stereolabu. To jednak nie jest niespodzianką, zważywszy, iż od jakiegoś czasu grupa zarzuciła avant-popowe eksperymentowanie i solidnie na ten album przygotowała swych fanów dwoma wcześniejszymi, nie mniej udanymi płytami: „Margerine Eclipse" (2004) i składankowym „Fab Four Suture" (2006). Co rzuca się natychmiast w oczy - a raczej uszy - to zaskakująco organiczne brzmienie i precyzyjna zwięzła forma wszystkich czternastu utworów zmieszczonych na płycie. Nie ma tu rozbudowanych improwizacji, repetycyjnych motywów muzycznych, cały arsenał analogowych syntezatorów zespołu praktycznie zdaje się tu nie istnieć (jeśli nie liczyć kilku utworów bezpośrednio nawiązujących do przeszłości Stereolabu, które to wrażenie dodatkowo wzmacnia chwilowy powrót dawnego współpracownika grupy Seana O'Hagana jako aranżera i producenta). Sporo tu natomiast brzmień sekcji dętej i smyczków, pojawiają się dźwięki takich instrumentów jak klawikord czy ksylofon, które nadają całości miły, lounge-popowy i zrelaksowany, kameralny charakter. Oczywistym punktem odniesienia dla Gane'a jest tutaj muzyka lat 60., a zwłaszcza produkcje z logo Motown i muzyczne wizje Briana Wilsona z okresu „Pet Sounds". Wpływy tych pierwszych słychać choćby w „Three Women" czy „Self Portrait With 'Electric Brain'", a te drugie łatwo rozszyfrować w „The Extatic Static" czy „Silver Sands". Naturalnie, Gane tym wszystkim „zapożyczeniom" nadaje charakterystyczny dla niepowtarzalnej stylistyki Stereolabu lekko futurystyczny, ale chwilami także (np. w „....... more