Nowy album bardzo antykapitalistycznej szwedzkiej grupy, która w życie wprowadza sentencję nieżyjącego już protest-singera Phila Ochsa, że rock'n'roll powinien być skrzyżowaniem Elvisa z Che Guevarrą
Muzycznie The (International) Noise Conspiracy nie są już tak bardzo radykalni, a wręcz całkiem przyjemnie tradycjonalistyczni, łącząc stylistykę współczesnego garażowego z melodyjnością brytyjskiego rocka lat 60. i drugiej połowy lat 70., przy czym na plan pierwszy wysuwają się tu skojarzenia z The Jam, Elvisem Costello i Grahamem Parkerem. Szwedzi jednak czasem faktycznie potrafią zaskoczyć wielością rockowych wątków, do jakich zgrabnie potrafią nawiązać (na pól do The Doors, na pół do John Dummer Blues Band w instrumentalnej wstawce i finale „Child Of God" czy do Brian Auger's Trinity w „Interlude"). Jeśli do tego dorzucimy, że producentem tej i poprzedniej („Armed Love") studyjnej płyty The (International) Noise Conspiracy jest sam Rick Rubin (Beastie Boys, Red Hot Chili Peppers), to znaczyć może tylko to, że w załodze z dalekiego miasteczka Umea dostrzegł coś interesującego.