Info wydawcy:
Mars Volta to przede wszystkim Cedric Bixler-Zavalas (wokale) i Omar Rodriguez-Lopez (gitary) – dwaj muzycy, którzy wcześniej przez sześć lat stanowili podporę zespołu At The Drive-In. Zmęczeni tamtą muzyką postanowili zrealizować nowy projekt – Mars Volta. Ich debiutancka płyta (wcześniej ukazała się tylko epka "Tremulant") to typowy "concept album". Historia inspirowana jest samobójstwem bliskiego przyjaciela Omara i Cedrika i opisuje fantastyczne światy, w których znalazł się on po zapadnięciu w śpiączkę. Muzycznie album nawiązuje do progresywnego rocka z lat 70. Słychać na nim echa King Crimson, Led Zeppelin, Fugazi, Jane's Addiction, Can, Santany, Spirit, a nawet Miles'a Davis'a z tamtych czasów. Po wysłuchaniu całej płyty można jedynie mieć nadzieję, że Mars Volta nie jest jednorazowym projektem tych dwóch piekielnie zdolnych i utalentowanych młodych ludzi.
Andrzej Ciochoń (nuta.pl):
"(...)To tak wielki, wciągający po same zakończenia nerwowe album, iż trzeba być głupcem, nieziemskim pokraką, aby próbować oddać potęgę tej muzyki słowem. Opis numerów okraszony "ochami i achami" zakrawa na śmieszność. Nie mam zamiaru również napinać się na erudycyjne paplanie mające wykazać jaki to oblatany jestem w historii muzyki i gdzie znajdę jakieś nawiązanie do przeszłości. A to, iż perkusista i gitarzysta uprawiają czasem wariacje na temat legandarnej "Trout Mask Replika" Captain Beefheart aby zaraz zdyscyplinować się pójściem w kierunku potęgi "Red" King Crimson, napiszę tylko po to, ponieważ właśnie do takich klasycznych albumów nawiązuje "De-Loused In The Comatorium". To krążki, które rozsadzają pomysły, brak oczywistości, szaleństwo i piękno. To muzyka okryta diabelskim płaszczem nawiedzonego geniuszu.
Pierwszy raz w życiu zdarza mi się coś takiego, by już po kilku dniach słuchania płyta wręcz waliła do drzwi z napisem "płyty wszech czasów". Rzecz dziejowa."