Najnowsza kompilacja formacji Pink Bazooka zawiera 6 utworów, z czego 4 pojawiały się już przy okazji wcześniejszych wydawnictw, zaś 2 są zupełnie nowe.
Przed wgłębieniem się w zawartość płyty warto zwrócić uwagę na okładkę. Dla tych, dla których warszawski Saturator ze swym dość osobliwym klimatem nie jest obcy, wygląd opakowania wyda się oczywisty. Jednak jeżeli ktoś pierwszy raz spotkał się powyższą nazwą, jej „ero-folklorystyczny” charakter może wydać się raczej niecodzienny… Tak czy inaczej, opakowanie jest interesujące i nietypowe. Estetyczna, papierowa okładka oprócz zawartości właściwej zawiera naklejkę Bazooki, która ciekawie prezentuje się np. na didżejskim case’ie (sprawdziłem!). Z tyłu odnajdziemy listę utworów, której przyznam rozszyfrowanie sprawiło mi początkowo problemy. Środek zaś zaspokoi fanów głodnych tekstów piosenek – każdy z nich rozpisany co do literki.
Dosyć jednak o ubraniu, przejdźmy do najważniejszego czyli do muzyki. Tak jak wspomniałem, poza nowym materiałem, na krążku znalazły się 4 już dobrze znane kawałki. Back to Fro, Kipon, Miauuuuu i Enola Gay, które urzekały i urzekają zarówno stroną instrumentalną jak też słodkim głosem Panny Marianny. Warto także wyróżnić wielkiego Szu, którego przyrdzewiałe struny głosowe nadają płycie nutę drapieżności. Dwa wokalne horyzonty, które razem bardzo ładnie współgrają. Pośród nowości pozycje 5 i 6 czyli Breath In i Taste. Pierwszy, bardziej melodyjny i przestrzenny, drugi zaś bardziej clashowy i zrównoważony muzycznie. Oba łączy to, że są bogate kompozycyjnie, co zaś powinno spotkać się z zainteresowaniem coraz bardziej wymagającej publiczności oraz znaleźć odzwierciedlenie na parkiecie. Pink Bazooka zaskoczyła zarówno nowym designem jak też muzyką, która jest na dość wysokim poziomie. Ich nowatorska twórczość idealnie wpasowuje się w klimat electroclash oraz industrial-electro. Fajnie, że ta scena żyje i się rozwija. Fajnie, że mamy w Polsce takie zespoł....... more