David Pajo (ex - Slint, Tortoise) po raz trzeci jako Papa M - tym razem jeszcze bardziej melancholijnie i klimatycznie, no i z wokalami.
Dawno już minęły dni głębokich, minimalnych gitar na tle niskich basowych pasaży, nieśmiałych wokali i szeptów. Tak przynajmniej narzekają nieśmiali nadwrażliwcy. Czyżby? Trudno powiedzieć. Tortoise są z płyty na płytę lepsi, Low grają nadal swoje, dawni Slintowcy tez nieźle sobie radzą - choćby Brian McMahan (For Carnation, ostatnio Dntel). No i David Pajo. Czyżby ktoś z was przegapił Aerial M "Post Global Music" czy Papa M "Live From A Shark Cage"? Czas nadrobić zaległości. No i jeszcze ten nowy album - smutnych gitar można się było spodziewać, ale Papa M robi z nimi coś niezwykłego.
No dobra, nie przesadzajmy - ten nowy krążek nie jest znów aż tak radykalny. Na szczęście. Papa M chyba zawsze czuł bluesa, co po części tłumaczy tłumiony gniew i pasję pod powierzchnią jego z pozoru delikatnych, akustycznych gitarowych pajęczynek. Na szczęście, bo obok Jima O'Rourke to jeden z najbardziej zdolnych współczesnych gitarzystów. Więc choć "Whatever, Mortal" nie jest aż tak różne - przypomina stare dobre czasy - brzmi jednak współcześnie i zupełnie niepodobnie do czegokolwiek innego.
Więc są tu samplowane dźwięki domowych kluczy (chyba nie tych, które zgubił gdy ostatnio wpadł do miasta?), skrzypiąca podłoga (czy to jakiś nowy trend - posłuchajcie też ekipy z Godspeed You Black Emperor w projekcie Set Fire To Flames?), także egzotyczny sitar, keybordy, minimalne basy i perkusyjny szkielet. Trudno w to uwierzyć, ale Dave odważył się też śpiewać - przynajmniej tak twierdzi, choć nam wciąż wydaje się, że to Will Oldham (Palace Brothers, Bonnie "Prince" Billy). No i gitara. Który raz to podkreślam? Chyba nigdy za wiele. Więc niby bliżej natury i akustycznie, ale jednak futurystycznie. Bo Pajo zawsze robił muzykę, która później definiowała nurt czy nawet gatunek - przecież, już śmiało można to po....... more