Przemyslaw Rudz has as usual done a good job of taking the Listener on a surprising journey. On this journey one has an impression that the music does not ooze from the speakers, but comes from within the Listener, perfectly accompanying her thoughts and feelings. As far as the musical style is concerned, we have plenty of moods here, each track introduces the Listener in an entirely different story and conjures up an entirely different atmosphere. Still, tracks one to five seem to be a mere overture to the opus magnum, a 24-minute long odyssey, in which Rudz mixes fairytale-ambience a la Kitaro, sequential electronica and eclectic sounds reminding of the best Neu Harmony label productions. Sunny side up - welcome to the bright side of piano lounge, open the window immediately, breathe in these slightly tangerine notes (soon there appear some subtle autumn electronics in the background). After such an introduction, track two, a 13-minute long journey through firing cells and moaning electronic choir-tunnels is quite a surprise indeed. Still, the classic electronica touch is present here, mainly in the second part of this piece. This composition is an amazing abstract illustration, which every Listener may interpret in her own special way. As soon as track three slides in, get ready to greet - or fight - loud cyberinvaders, who definitely enjoy good melodies (this track reminds me of Mike Oldfield or... Laser Dance, but mind you, I mean it in a positive sense). After this short interlude we change the overall mood once more. This time we can surf on lounge-pop waves towards the horizon of amassed snowy clouds and electrifying keyboard solos. It`s quite a thrill for all those of you, who like the typical sound of the Neu Harmony label and its eclectic conjoint of sequential tradition and `lite electronica`: this track has its charm and groove, and that`s why I`d like to dub it the `greatest hit` featured on this CD. What we are dealing with here, is ambitious music, s....... more
Przemysław Rudź jak zwykle przygotował dla Słuchaczy pełną niespodzianek podróż, podczas której można zbadać najbardziej niespodziewane brzmieniowe zakątki. Podróż tę cechuje ponadto niebywała klarowność tonalna, muzyka zdaje się nie tyle wypływać z głośników, co wręcz wypełniać bezpośrednio całą przestrzeń wokół i wewnątrz Słuchacza. Stylistycznie bardzo wiele się tu dzieje, każdy kolejny utwór z łatwością wprowadza w zupełnie inny klimat i zupełnie nową historię, a przy tym wszystkim pierwsze impresje wydają się jednak być zaledwie uwerturą do dzieła głównego, 24-minutowej odysei, w której Rudź ze swadą przeplata elementy baśniowego, tchnącego durowym spokojem ambientu w duchu Kitaro, żywej elektroniki sekwencyjnej oraz barw kojarzących się z wytwórnią Neu Harmony.Pogodne tony słonecznego, fortepianowego lounge'u zachęcają Słuchacza do otwarcia okna na całą szerokość i wdychania tej gamy lekko mandarynkowych dźwięków (z czasem odzywa się subtelna elektronika jesiennego ostinata i melodii głównej). Po takiej introdukcji niemałym zaskoczeniem okazuje się druga impresja, 13-minutowa podróż przez niezwykły dźwiękowy tunel pełen zaskakujących zgrzytów, wyiskrzeń, powracających fal zamarłych elektronicznych chórów w tle... (nie brak jednak i tradycyjniejszych brzmień, na które przyjdzie pora w drugiej połowie utworu). Znakomita, abstrakcyjna ilustracja, do której każdy wrażliwy Słuchacz zapewne wymyśli własną historię. W utworze trzecim przygotujmy się na odparcie cyberinwazji w takt muzyki, której melodyka może śmiało skojarzyć się z Mike'em Oldfieldem albo... Laser Dance (to nie miało być, wolę uprzedzić, żadnym zarzutem). Po tym stosunkowo krótkim epizodzie kolejna zmiana nastroju, tym razem unoszą nas fale lounge'owo-popowego podkładu z kumulującymi się śnieżnymi chmurami akordów w tle, kilkoma zmianami rejestru i porywającymi keyboardowymi solówkami. Tutaj naprawdę kłaniają się najlepsze czasy wytwórni Neu Harmony, w barwach której nagrywało wielu zdolnych twórców ....... more