muzycy:
Joey Baron: Drums
Trevor Dunn: Bass
Mike Patton: Voice
Marc Ribot: Guitar
John Zorn: Alto Sax, Piano
Editor's info:
Weaving sonic dramas around the legacies of Magick and Alchemy, Moonchild is one of Zorn's most intense and powerful projects. Active since 2006, Moonchild has released four CDs speaking directly to young, open minded and curious music lovers around the world, and their newest recording is the most varied and driving to date. Nine new duos, trios and quartets swirling with melodic and rhythmic invention featuring the searing guitar of Marc Ribot, the magical vocals of Mike Patton and Zorn's manic sax with the astounding Dunn-Baron rhythm section. Ipsissimus is the fifth surprising installment in the remarkable Moonchild legacy.
impropozycja.blogspot.com:
Nie wiem skąd u Zorna zainteresowanie alchemią i okultyzmem, faktem jest, że jest ono na tyle silne, że stało się dla niego inspiracją do zainicjowania nowego cyklu wydawniczego Moonchild. Ba, owo zainteresowanie wydaje się nie mijać - projekt doczekał się już piątej - po tytułowej "Moonchild", "Astronomy", "Six Litanies for Heliogabalus" (o której pisałem tutaj) i "Crucible" - odsłony: tym razem zatytułowanej "Ipsissimus".
Instrumentalnie do trójki muzyków od samego początku związanych z projektem (Joey Baron, Trevor Dunn i Mike Patton) dołączył czwarty, dość częsty towarzysz muzycznych eskapad Zorna: Marc Ribot. Jego udział na tej płycie nie jest epizodyczny i czuć, że swoją grą istotnie wpłynął na aranżacyjną wartość większości kompozycji. W niektórych gitara Ribota nawet dominuje, zdarza się, że przejmuje - kosztem pattonowych wokaliz- wiele solowych partii. Bez większej nadinterpretacji można powiedzieć, że ta płyta jest - choć kompozycje rozpisane są na duety, tria i kwartety - gitarowa. Najlepszy w mojej opinii na krążku "Book of Los" zaczyna się od łagodnych gitarowych dźwięków właśnie, współdialogujących z pianinem, co musi dziwić o tyle, że akurat z tym projektem Zorna kojarzymy raczej drapieżność i agresywność. Chwilowa ekstrawagancja czy zaplanowana zmiana kierunku? Nie miałbym nic przeciwko temu drugiemu.
Tak - "Ipsissimus" jest spokojniejsza od swoich poprzedniczek. Co, moim zdaniem, wychodzi tej płycie na dobre. Dzięki Ribotowi kompozycje nabrały aranżacyjnej sprężystości. Bass nie musi już udawać gitary, może być sobą. I jest. Dzięki temu połączeniu instrumentalnych sił w służbie samych kompozycji, koszmarnie ciężkie riffy (jak ten w "Tabula Smaragdina") stają się bardziej nośne: gdy ich wydźwięk zdwaja gitara nabierają nawet (czy tylko ja to słyszę?) jakby crimsonowego charakteru. Zresztą, tak naprawdę to już nie jest - jak zwykło się etykietować akurat tę odsłonę zornowej erupcji twórc....... more