Ambient Busso De La Luna includes pieces that are close to tribal. In Borderline , lines of long forgotten and unheard horizions are drawn. In Road without end - you are dragged into the hypnotic landscape, filled with catharis, through its false mirror. Unexpected tones and coloures or rather tastes of sounds make that music unlikely to be fed up with.
Blurred, nostalgic On air reminds of 4AD productions and sounds like a very slow cover of Someday my prince will come. A title track Oblivion, using drone bass sounds, burns faintly like fire. It's ambient covered with noise. Creepy shadows – reffering to Brian Eno, is full of rustles and splashes. Ascension – sunk to the ocean floor, is the final piece of the album.
Ambientalny Busso De La Luna niektórymi utworami zbliża się do tribal. W Borderline kreśli linie dawno niewidzianych i nie słyszanych horyzontów. W Road without end – hipnotyczny, katarktyczny, pejzaż wciąga przez swe skrzywione zwierciadło. Niespodziewane modulacje i kolory a wręcz raczej smaki brzmieniowe sprawiają, że muzyką tą nie sposób się nudzić.
Rozmyty, nostalgiczny On air przywodzi na myśl produkcje 4AD i pobrzmiewa bardzo zwolnionym coverem Someday my prince will come. Tytułowy Oblivion wykorzystujący dronowe basy snuje się jak wolny ogień. To ambient nieco przyprószony szumem: Creepy shadows – odnoszący się do Briana Eno, gęsty jest od szelestów, plusków. Zatopiony jakby na dnie oceanu Ascension stanowi głęboki finał płyty.
RECENZJE
To już dziesiąty album w dorobku Piotra Jurczaka, ukrywającego się pod szyldem Busso de la Lune, weterana rodzimej sceny ambientowej. Nagrywający m.in. w labelach Soulworm czy Umbra artysta wraca pod skrzydła Requiem Records i trzeba przyznać, że jest to comeback bardzo udany.
Oblivion to ponad 76 minut dźwiękowych kolaży, urzekających bogactwem brzmienia, nie do końca wygładzonych i dopieszczonych, zostawiających miejsce na chropowatość i intrygujące “brudy”. Dużo tutaj gitary, basu, instrumentów perkusyjnych i klawiszowych, znalazło się nawet miejsce dla didjeridoo i fletu. Jak na ambient sporo się tu dzieje: Road without end ma transowy, egzotyczny posmak, Oblivion uwodzi subtelnym, połamanym bitem, a w Silberman piękny, jazzowy dialog toczą ze sobą fortepian, bas i perkusja. Najciekawsze momenty Busso de la Lune zostawił jednak na koniec. Szeleszczący, skradający się Creepy Shadows przywodzi na myśl pejzaże Briana Eno lub Biosphere, a Borderline jest jakby powrotem do wczesnych dokonań muzyka z czasów znakomitej płyty With your ear down to the ground. Po kilkunastu minutach ciszy na końcu krążka “ukryty” jest kawałek Ascension....... more