Nowy album ekscentrycznych francuskich art-poppersów, który urzeka fantastycznymi melodyjkami i oszołamia nonszalancją w przeskakiwaniu wszelkich międzygatunkowych barier.
Gdyby sięgnąć pamięcią daleko wstecz, coś w tym rodzaju robił już Frank Zappa z Mothers Of Invention w latach 60. Drugie skojarzenie, to jakby „Pink Flag" Wire ze swymi króciutkimi muzycznymi skeczami; zaś trzecie, to niektóre - te bardziej infantylne, z udziałem rozmaitych instrumentów-zabawek - momenty w twórczości duetu Fiery Furnaces. A że jesteśmy we Francji, jakieś konotacje z niektórymi pop-ekstrawagancjami Daft Punk też nie wydają się tak całkiem od rzeczy. Gable swoją muzykę nazywają „luxury DIY", bo rzeczywiście jest w niej coś z chałupniczego - i radosnego, co należy mocno podkreślić - klecenia muzyki z elementów z wszelkich możliwych i wyobrażalnych gatunków, od samby i hillbilly po punk rock i dziecinne śpiewanki, przy pomocy przedziwnego instrumentarium, w którym obok standardowych pop-rockowych instrumentów można znaleźć banjo, akordeon, muzealne syntezatory analogowe, fortepian - zabawkę, odkurzacz, garnki i patelnie i odgłosy ćwierkania ptaków. Przymiotnik „luxury" zdradza natomiast, że produkcja płyty to już nie jest jakieś lo-fi, którego należałoby oczekiwać od chałupników, lecz najczystszej wody hi-fi. „Cute Horse Cut" to czyste szaleństwo, tyle że w tym szaleństwie jest metoda, tak jak - by sięgnąć do całkiem innego medium - metoda była w szaleństwie braci Marx.