Jeśli ktoś myśli, że rockowa Szkocja to pięknoduchy wagi piórkowej w rodzaju Franza Ferdinanda, Belle & Sebastian czy Snow Patrol, zdziwi się tak mocno słuchając grupy Dead Fly Buchowski, jakby naraz podczas leniwej, letniej przejażdżki łódką ujrzał wyłaniające się tuż przed dziobem rock’n’rollowe wcielenie potwora z Loch Ness. Kwartet z Glasgow, kierowany przez wokalistę Roddy’ego Campbella, skromnie anonsujący siebie jako „najlepszą rzecz, jaką zrodziła Szkocja od czasu szkockiej whisky”, to rzeczywiście tego rodzaju kategoria wagowa, z którą obecnie mierzyć się może chyba tylko Queens Of The Stone Age w swych najbardziej mrocznych, drapieżnych momentach. „The Land Of The Rough” to frontalny atak na zmysły agresywną, pikantną mieszanką blues-rocka – czasem z domieszką psychodelii, czasem z odrobiną grunge’u, czasem zabarwioną motywami folkowymi. Nieodparte są skojarzenia z muzyką wczesnych albumów Jon Spencer Blues Explosion („Blackout”, „Been Down Before”) , Chrisa Cornella z projektu „Temple Of The Dog” („Blacker Than Blue”), ale też z momentami z dalszej przeszłości, sięgającej czasów Thin Lizzy i „Whiskey In The Jar” (9-minutowy „The Sun Song”) i Janis Joplin z albumu „Cheap Thrills” („The Way She Goes”). Natomiast dramatyczna ballada „Ground Zero”, spowita natrętnymi, orientalizującymi dźwiękami gitary niczym żałobnym całunem, przywołuje bolesną pamięć upiornego 11 września 2001 i ataku terrorystycznego na siostrzane wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Już pierwszym singlem „Blackout”, wydanym w styczniu 2005 r. Dead Fly Buchowski narobili sporo zamieszania na przeżywającej wielki rockowy boom scenie rockowej na północy Zjednoczonego Królestwa. Wraz z drugim singlem, „Russian Doll” i albumem „The Land Of The Rough” jest j....... more