uwolnijmuzyke.pl
Morten Qvenild, lider In The Country, zdobył właśnie nagrodę festiwalu w Kongsberg - być może najbardziej prestiżową nagrodę jazzową w Skandynawii, a ich nowa płyta promowana jest jako opus magnum twórczości zespołu. Brzmi całkiem obiecująco.
In The Country, zespół od zawsze związany z norweską Rune Gramoffon, jest jedną z wizytówek bardziej "ludzkiej", melodyjnej i mniej eksperymentalnej strony wytwórni. Na pierwszej płycie, wyprodukowanej przez Arve Henriksena, mogliśmy znaleźć prawie wszystko - przede wszystkim wolne, rozlewające się jazzowe kompozycje, wzbogacone ambientem. Płytę kończy skromne wykonanie arii Lascia ch'io pianga z opery Riandlo Händla - muszę przyznać, że gdyby nie ten utwór, to raczej nigdy nie wróciłbym już do twórczości tej grupy. Kolejna płyta, równie powolna i rozlazła była wyraźnie inspirowana rockiem progresywnym, w dwóch utworach gościnnie wystąpił legendarny nowojorski gitarzysta Marc Ribot, który dał się tu poznać jako (o dziwo) ponowne wcielenie Jima Hendrixa.
Po dwóch udanych (wyjątkowo udanych, ale jeszcze nie oszałamiająco udanych) krążkach na stronach Rune Gramoffon możemy przeczytać o magnum opus zespołu, o "płycie epickiej, ambitnej i nagranej na wielką skalę". Opus magnum nie należy do terminów nadużywanych, raczej nie na co dzień słyszymy takie deklaracje. Slogan reklamowy wytwórni czy jednak coś więcej?
Na "Whiteout" wszystkie dźwięki ciągną się powoli - powolne są akordy wygrywane na fortepianie, basista leniwie szarpie za struny kontrabasu, perkusja wolno wygrywa rytm. Pierwsze dwa utwory ("From The Shore","Kungen" - już same tytuły mówią nam trochę o klimacie płyty) wprowadzają nas do najbardziej ożywionej części krążka, przypominającą poprzednie wydawnictwo zespołu - "Losing Stones, Collecting Bones" - jest tu wszystko, od popowych i progresywnych brzmień po tango. Po apokaliptycznym finale "Ursa Major" rozpoczyna się część "epicka", przez ostatnie 40 mi....... more