Album Audiac to jeden z bardziej uroczych i zaskakujących debiutów roku 2003. Uwodzi wdziękiem i przykuwa uwagę brzmieniem. Zniewalający klimatem pop z niedopowiedzianym, drugim dnem. A tu jeszcze z okładki spośród secesyjnych zawijasów spoglądają m. in. oblicza Pynchona i Artauda. W latach 70. krautrockowi wizjonerzy Faust z zaskakującym efektem produkowali muzykę popowego tria Slapp Happy. O tamtych tradycjach przypomina właśnie debiut Audiac – wyprodukowany i wydany przez jednego z członków-założycieli Fausta, Hansa Joachima Irmlera. Audiac bezpretensjonalnie nawiązuje do muzyki sprzed lat z górą 30. Jego rdzeń stanowią nostalgiczne pieśni wyśpiewane przez Alexa Wiemera w onirycznej tonacji Nicka Drake'a czy Tima Buckleya z brzmieniem organów Hammonda i fortepianu! Te proste piosenki z minimalnym instrumentarium stają się pod okiem Irmlera poematami dźwiękowymi. Weteran z Faust przywołuje godne tej podróży w czasie taktyki krautrockowej studyjnej alchemii dźwięku. Piosenki podszywa elektroniczna tkanka, gdzie romantyczne orkiestracje spotykają się z subtelnymi kolażami podskórnych hałasów i dźwięków otoczenia. Uchyla to nowe przestrzenie tych utworów. Wszystko mieści się jednak w ramach zmysłowych piosenek, tyle, że niedomkniętych, obdarzonych drugim dnem. Ostrzejsze utwory – ledwie dwa - pobrzmiewają "elektrycznym szokiem" – rasowymi, stonowanymi echami epoki acid rocka. Urok ballad Audiac bije na głowę i Tarwater i Radiohead. A produkcja przypomina o avantpopowej tradycji Slapp Happy czy Os Mutantes. Choć rzecz jest bardziej stonowana, bo siła wyrazu "Thank You For Not Discussing The Outside Word" to jednak głównie zalewająca wszystko melancholia.
Kolejna płyta dla melancholików, Klangbad, wytwórnia Fausta potrafi zaskakiwać. Jak można połaczyć easy-listening, old-schoolowy trip-hop, krautrock, eksperymenty elektroniczne i psychodelię lat 60-tych? Pozo....... more