Były basista kultowej grupy Japan oferuje kolejny album solowy z urzekającą, atmosferyczną muzyką wzbogaconą elementami jazzu, gospels, hip hopu i world music. „Three Part Species” ma jednak w sobie coś szczególnego. Jego autor, wirtuoz bezprogowej gitary basowej – niegdyś często porównywany do nieżyjącego już Jaco Pastoriusa – miał wyraźne ambicje, by stworzyć coś stylistycznie nawiązującego do niegdysiejszych nagrań Weather Report, ale poddanego gruntownej modernizacji – coś o bardziej ambientowo-popowym odcieniu, jak raz na epokę post-rocka i samplingu.
Karnowi udało się stworzyć płytę, która być może pozwoli mu wyjść na światło dzienne z kultowej niszy, w jakiej znalazł się po opublikowaniu swego pierwszego albumu „Titles” (1982) i kolaboracji z Peterem Murphy’m z Bauhaus opatrzonej szyldem Dali’s Car. Jednak znać tu nie tylko wpływ Weather Report z okresu „Mysterious Traveller” czy „Black Market”, lecz również znanego przede wszystkim z komponowania klimatycznych filmowych soundtracków Ryuichiego Sakamoto. W rzeczy samej, część urokliwych nagrań (choćby „Chocolate Was A Boy”) sprawia wrażenie, jakby pochodziły ze ścieżek dźwiękowych ambitnych, wyświetlanych w art-house’ach filmów. Ta różnorodność wpływów – także, jak już to wcześniej bywało, orientalnych czy greckich – w połączeniu z produkcją hi-tech znakomicie się jednak równoważy, wzajemnie dopełnia i decyduje o dźwiękowej atrakcyjności albumu. Jeśli ktoś szuka muzyki wyrafinowanej i artystycznej w najlepszym tego słowa znaczeniu, a jednocześnie nastrojowej i komunikatywnej, lepiej nie mógł trafić.