William Elliott Whitmore, którego twórczość określana jest mianem korzennej muzyki folkowej, znany z niezbyt częstych, ale przy tym zapadających w pamięć solowych nagrań, w których jego głosowi towarzyszy nie wiele więcej niż banjo i gitara akustyczna, w zeszłym roku przystąpił do pisania piosenek z nieco innym nastawieniem.
Celowo chciałem zrobić coś innego pod względem dźwiękowym, bardziej wykorzystując gitarę elektryczną i z nieco większą rolą innych instrumentów. Chciałem stworzyć bardziej zespołową płytę.
Dorastając na rodzinnej farmie w Iowa, inspirując się twórczością The Jesus Lizard, Bad Brains i Minutemen, Whitmore tworzył nowe piosenki pomiędzy karmieniem zwierząt, a pielęgnowaniem roślin. Co tydzień, przez dwie godziny podróżował do studia Flat Black w Iowa, należącego do jego kuzyna, producenta Luke'a Tweedy. Tam razem próbowali, nagrywali i składali piosenki, czasami wzbogacając je partiami grających na żywo dodatkowych muzyków.
Śpiewając o szacunku, ochronie, wsparciu i przetrwaniu, Whitmore składa hołd muzyce nasyconej punkrockowym duchem, która zawsze była mu bliska. Radium Death elektryzuje, niezależnie od tego, czy przynosi dźwięki zelektryfikowane czy nie.