muzycy:
Matthieu Metzger: saxophones, some pitch fx, white devil talkbox
Sylvain Daniel: tokai electric bass, fine tuned fx
Grégoire Galichet: drums, drums
Editor's info:
With his previous outing on Ayler Records (the 2012 solo SelfCooking – actually a highly overdubbed multitrack offering), Matthieu Metzger had given us a preview of his peculiar mindset when it comes to musical ideas. Now taking advantage of the versatile trio format, he’s back with a vengeance with Killing Spree!
With the help of bassist Sylvain Daniel’s science of sound and pyrotechnic drummer Gregoire Galichet’s virtuosity, he once again puts his saxophones and machines on the front line to offer us a highly energetic effort they describe as an alloy of contemporary writing, jazz, improv and metal. Molten, as it should be.
"...Już wydawało się, że po tych wszystkich Chapinach, Zornach, Brotzmanna, Gustafssonach i Vandermarkach wiele nowego w energetycznym, awangardowym jazzie wymyślić się nie da. A tu proszę - co i rusz trafiają do nas płyty które zaskakują nowością spojrzenia i otwartością formy, mimo, że ich twórcy korzystają z tych samych wzorców co starzy mistrzowie.
Właśnie tak ma się rzecz z pierwszą płytą tria Matthieu Metzger / Sylvain Daniel / Grégoire Galichet, które - jeśli będzie kontynuowało swoją twórczą drogę - nazwie się pewnie od tytułu debiutanckiej płyty "Kiling Spree". Pomysł na tę muzykę jest dosyć prosty - zapętlone riffy mocno przesterowanego, "brudnego" elektryxcznego basu i grający mocne, niemal przebojowe frazy saksofon. To wszystko jeszcze wsparte rzetelną, rockową, czasem niemal pirotechniczną grą perkusisty i okraszone improwizacjami. Proste, niemal prostackie w dobie koncepcji i idei Billa Dixona, Henry Threadgilla, Braxtona czy Roscoe Mitchella. Ale trzeba być diablo zdolnym muzykiem by coś takiego w tempie zagrać. No i tworzyć z partnerami bardzo, bardzo zgrany kolektyw. To już niemało. Gdy jednak dodamy do tego jeszcze formułę otwartą w której improwizacje nie są tylko częścią komponowanej całości, ale też elementem tą kompozycję zmieniającym, prowadzącym do czegoś nowego, okazuje się, że mamy do czynienia wcale nie z prostą formą wyrastającą z rocka, ale z zupełnie niezwykłą, dopracowaną i przemyślaną formułą grania, która może owocować czymś niezwykłym i unikalnym.
Świetnie zagrana, mroczna i brudna muzyka. Koniecznie!"
autor: Marek Zając