Joe McPhee: tenor and soprano saxofones
Jamie Saft: piano
Joe Morris: double bass
Charles Downs: drums
Editor's info:
This quartet was born from a conversation between Joe Morris and Jamie Saft about their mutual fascination with John Coltrane’s “Live at the Village Vanguard Again” album. From there they decided to develop a project under the influence of the music played by Coltrane with his wife Alice Coltrane, Jimmy Garrison, Rashied Ali and a pair of guests, Pharoah Sanders and Emanuel Rahim. Right away they established that Morris would use a double bass, instead of his usual guitar, and that Saft would focus completely on acoustic piano, putting aside any electric and electronic keyboards. And they immediately named the two other contributors to the enterprise: reedist Joe McPhee – who in fact attended the recording of Coltrane’s “Vanguard Again” album, sitting in the front row – and drummer Charles Downs. These choices were obvious: McPhee and Downs are true living legends of free jazz. Morris had a well established musical relationship with McPhee and all loved Downs’ contributions, when he was known as Rashid Bakr, to the music of Cecil Taylor, Jemeel Moondoc, William Parker and Roy Campbell. Then they figured out the name of the quartet: TICONDEROGA. The Mohawk word means “junction of two waterways”. Which waterways? Easy to guess: the original “new thing” fronted by Coltrane with Albert Ayler and Ornette Coleman and what is now understood as structured improvised music. The final product hits you like a punch. A good, reviving, punch...
"Podobno idea tego kwartetu narodziła się podczas rozmowy Jamie Safta z Joe Morrisem o ich wzajemnej fascynacji albumem Johna Coltrane'a "Live At The Village Vanguard Again", który słynny saksofonista nagrał wraz ze swoją żoną - Alice, Jimmy'm Garisonem, Rashiedem Alim, Pharoah Sandersem i Emanuelem Rahim w 1966 roku. Od razu też byli zgodni - Morris powinien tu odstawić gitarę i skupić się na kontrabasie, a Saft zapomnieć o elektronice i syntezatorach, i zasiąść za klawiaturą akustycznego fortepianu. Ta rozmowa miała ponoć miejsce dawno temu, w 1992 roku. Ale to właśnie wtedy ziarno zostało zasiane.
Nic w życiu – jak mówią – nie jest sprawą przypadku. Gdy po latach Joe Morris spotkał się kiedyś z Joe McPhee i wspomniał mu o dawnej rozmowie z Saftem, McPhee powiedział na to: "Byłem na tym koncercie! Siedziałem w pierwszym rzędzie na przeciwko Coltrane'a. Słyszałem to, ten koncert, gdy materiał został nagrany!", wtedy, w maju 1966 roku, w nowojorskim klubie Village Vanguard, Saksofonista Joe McPhee w dodatku to prawdziwa legenda amerykańskiego free jazzu i chociaż rzadko mówi się o nim, jako postcoltranowskim muzyku, to brzmienie, jak i duchowe korzenie jego muzyki, sytuują go w grupie spadkobierców twórczości słynnego muzyka.
Perkusistę Charlesa Downsa, jako ostatniego członka kwartetu wymyślili już wspólnie. Downs jest legendą sceny loftowej Nowego Jorku, perkusistą niegdyś równie znanym i cenionym jak Rashid Bakr, i chociaż w ostatnich latach porzucił nieco sceniczną i (zwłaszcza) nagraniową aktywność, pozostaje wciąż muzykiem i instrumentalistą najwyższej próby.
O tym jak cudownym magiem perkusji jest Downs przekonuje już początek płyty - gdy z pojedynczych stuków wyłania się chaos (pozorny, w pełni kontrolowany przez Downsa), a z niego - uporządkowana struktura. Całość muzyki ma zresztą taki cudowny, nieprzewidywalny charakter - coś - temat, melodia - wyłania się chaosu, przechodzi metamorfozę przeistaczaj....... more