Debiutancki album Bloc Party, „Silent Alarm”, gładko wprowadził londyński zespół do ścisłej czołówki brytyjskiego rocka epoki Franza Ferdinanda, ale też na trudny rynek amerykański. Pod koniec 2005 r. figurował on w ścisłych czołówkach niemal wszystkich medialnych podsumowań płytowych roku. Ze znakomitą muzyką kłóciły się nieco przypadkowe teksty. Na „A Weekend In The City” dowodzona przez czarnego wokalistę Kele’ego Okereke’ego grupa naprawia ten błąd, szkicując w 11 utworach mozaikowy pejzaż Londynu po millenijnym przełomie.
Z „A Weekend In The City”, którego muzyka jest mocno i pewnie osadzona w latach 80., wyłania się jednak raczej pesymistyczny i ponury pejzaż brytyjskiej metropolii, bliższy raczej nieco wcześniejszym, punkrockowym wizjom debiutanckiego albumu i „London Calling” The Clash albo „All Mod Cons” The Jam. Inne są dziś realia, z innych doświadczeń płyną teksty pisane przez syna nigeryjskich imigrantów, jednak bez trudu możemy znaleźć tu dawne napięcia społeczne na tle rasowym czy uprzedzenia względem ludzi o „podwójnej” seksualności – tyle, że podane w nowym opakowaniu. W aurze zmieniającego się klimatu społecznego po zamachach terrorystycznych w Nowym Jorku i Londynie, które brutalnie przerwały sen o harmonijnym wielorasowym i multikulturowym społeczeństwie. Doskonała produkcja Jacknife’a Lee (U2, Snow Patrol) doskonale łączy emanujący z większości utworów punkrockowy gniew i frustrację z wypolerowanymi na wysoki połysk aranżacjami – często ze sporą dawką elektroniki – aż trudno oprzeć się wrażeniu, że wzorami dla nich były nagrania grup w rodzaju Ultravox, Classix Nouveaux, Red Box czy Tones On Tail. Zapewne też udział Lee wpłynął, że na przykład znakomity „On” budzi dalekie skojarzenia z posępnym hymnem U2 „Where The Streets Have No Name”. Rewelacją płyty jest ....... more