Paul Bley podczas swoich 83 lat życia pomieścił chyba tyle muzycznych aktów ile zdołał. A znany jest tylko nielicznym. Z kim to nie grał, wystarczy wspomnieć tylko takie nazwiska jak Ben Webster, Lester Young, Coleman Hawkins, Charlie Parker, Sonny Rollins, Jimmy Giuffre, John Scofield, John Abercrombie, Bill Frisell, Chet Baker, Steve Swallow, Gary Peacock, Jaco Pastorius, Pat Metheny, Red Mitchell, Marc Johnson, Niels Henning Orsted Pedersen, Arild Andersen, Barre Phillips, Paul Motian, Barry Altschul, Han Bennink, Billy Hart, Tony Oxley, Cecil McBee, Gary Burton, Marion Brown, Jane Bunnet, John Surman, John Gilmore, Evan Parker, Lee Konitz, Sam Rivers, Bill Evans…
Przez lata wypracował własny styl – melodyjny, przesycony bluesem, ale też sięgający do świata modern classical. Był zdeklarowanym eksperymentatorem, pionierem używania syntezatorów, kompozytorem i ważną postacią free jazzu. Niewielu pewnie wie, że poza Geri Allen, był bodaj jedynym jazzowym pianistą, z którym chciał współpracować Ornette Coleman.
Wznowiony na 180 gramowym winylu (Pure Vinyl) "Paul Plays Carla" zawiera wyłącznie kompozycje jego pierwszej żony - Carli Bley, z którą rozstał się w 1967 roku. Ta wybitna pianistka, kompozytorka i bandliderka zmarła 17 października w wieku 87 lat, tym bardziej warto sięgnąć po to bardzo osobiste nagranie.
Żaden z nagranych w kopenhaskim SteepleChase Digital Studio utworów nie dryfuje. Bley zaprosił na sesję kontrabasistę Marka Johnsona i drummera Jeffa Williamsa. Trzech mistrzów wnosi do świata jazzu dojrzałą perspektywę, pochodzącą z bogatej artystycznej drogi. Symbioza ulotnego liryzmu i swobodnej improwizacji dała tutaj wymierny efekt, rozliczne pomysły, rodzące się w czasie rzeczywistym są najlepszą kuchnią jazzu.
Marc Johnson – basista ostatniego trio Billa Evansa – i Williams (jeden z najbardziej subtelnych perkusistów, współpracownik Marka Copelanda, Lee Konitza, Stana Getza, Tony'ego Malaby'ego i Mic....... more |