„The Night The Zombies Came” to dziesiąty album Pixies, jeśli weźmiemy pod uwagę debiutancki mini long play „Come On Pilgrim” wydany w 1987 r. nakładem 4AD. To także pierwsze wydawnictwo od czasu wydania docenionego przez krytykę „Doggerel” z 2022 r.
13 nowych piosenek sprawia, że Pixies spoglądają w przyszłość na najbardziej filmową płytę w swojej karierze.
Black Francis, autor piosenek, wokalista i gitarzysta, wyjaśnia: - Fragmenty piosenek są powiązane i zestawione z innymi fragmentami w innych utworach. Zbiór 13 piosenek układa się w pewnego rodzaju film.
Druidyzm, apokaliptyczne centra handlowe, średniowieczne restauracje, XII-wieczna forma poetycka, surf rock, gargulce, ludzie z bagien i charakterystyczny suchy dźwięk perkusji Fleetwood Mac z lat 70. to zaledwie część elementów, które pojawiają się w nowych piosenkach.
Pracując nad „The Night The Zombies Came” grupa ponownie połączyła siły z producentem Tomem Dalgetym, którego perkusista David Lovering nazywa „piątym Pixie”. Dalgety produkował trzy poprzednie albumy grupy – „Head Carrier” (2016), „Beneath the Eyre” (2019) i „Doggerel” (2022). Na początku procesu nagrywania w studiu Guilford Sound w Vermont zespół zwrócił uwagę na to, że nowe piosenki dzielą się na dwie grupy. Pierwszą, określoną przez zespół mianem „Dust Bowl Songs”, fa stanowiły balladowe numery w stylu country – „Primrose” i „Mercy Me”. Po drugiej stronie znalazły się wściekłe, punkowe kawałki – „You’re So Impatient” i „Oyster Beds”. Jedynie „Jane (The Night The Zombies Came)” można zaliczyć do obu grup jednocześnie. Francis porównuje ten utwór do bycia ściganym przez rój pszczół.