Richard Dawson powrócił ze swoim najnowszym albumem zatytułowanym End of the Middle. Choć Dawson jest znany z szalonych i pełnych rozmachu muzycznych pomysłów, takich jak 41-minutowy utwór otwierający jego album The Ruby Cord z 2022 roku czy epickie piosenki napisane w kolaboracji z fińskim zespołem Circle, tym razem postawił na prostotę.
Instrukcja dla perkusisty Andrew Cheethama brzmiała, by grał tak delikatnie, żeby ledwie dotykał bębnów. „To samo dotyczy gitary i śpiewu,” mówi Dawson. „Wszystko jest powściągliwe i delikatne. Chciałem, żeby brzmiało to słabo, chorobliwie, a może jak nowo narodzone źrebię walczące o to, by stanąć na nogi.”
Kiedy Richard siedział w swojej działkowej szopie, pisząc teksty na płytę, patrzył na wciąż zielone zbocza doliny Tyne, a jego jedynym towarzystwem były osy, które od czasu do czasu lądowały w jego szklance z brandy lub filiżance do herbaty, oraz konie, które zaglądały przez okno. To intymna scena, która niemal przypomina tę, którą odzwierciedlił na End of the Middle. „Chciałem, aby ten album był kameralny i bardzo domowy” – wyjaśnia. „Miał być uproszczony, miał wrócić do podstaw i pozwolić, by wszystko mówiło samo za siebie – by był naprawdę surowy, nagi, oparty głównie na słowach i melodiach.”
Osobliwość kompozycji ma momentami prawie post-rockowy charakter, gdy linie gitary cicho wiją się nad delikatnie uderzanymi bębnami, ale wszystko jest podane w niezrównanym, folkowym stylu Dawsona. Są też fragmenty, które niepodważalnie są czystym popem. Bez wielkich aranżacji i produkcji, za którymi można by się ukryć, a z wyeksponowanym każdym drobnym szczegółem, End of the Middle ukazuje Richarda Dawsona nie tylko w jego najbardziej odsłoniętej formie, ale także stanowi platformę, na której jego kompozycje mogą naprawdę zabłysnąć. „Chciałem pokazać wszystkie elementy konstruk....... more