The tracklist on the back cover is incorrect - it shows 16 tracks, but the CD only contains the basic 11 tracks.
This "Zabawa" isn't for girls. It's not for boys either. Because "Zabawa" is a grown-up album. These are the reflections of a 35-year-old man with a shadow hanging over his head. Despite this—or perhaps precisely because of it—he plays, sings, and dances. He has fun. In defiance of the times, but not against people.
"Life is not a game, it's a competition," Zalewski concludes in the album's opening title track. Looking at his work from this perspective, it's easy to see that he's created a discipline in which he competes only with himself, racking up championship titles. He began with a tribute to hard rock and grunge ("Pistolet"), then abruptly veered into prog-rock labyrinths ("Zelig"), only to demonstrate his ability to captivate crowds with a good pop-rock song, often with a hidden meaning ("Złoto"). He admitted, among others, from whom he learned this art while recording "Zalewski sings Niemena." Four great albums, each one different, so it's worth continuing this proud tradition and recording something captivating and, as always, surprising. Once again, it worked.
"The album is danceable and a bit dark, but more danceable than dark. Nighttime. It's a dance for the end of the world. The slightly apocalyptic thoughts of a 35-year-old man" – this is how the creator sees "Zabawa" (Play). "Signs in the sky portend trouble / Evil voices have been heard in the world / An earthquake and a great flood are coming," Zalewski warns in one of the lyrics, though he doesn't succumb to his own dark visions. "And I feel strangely light," he assures.
"Admittedly, I wrote the lyrics before the coronavirus, or at the very beginning, where only some memes about China would appear, but apocalyptic visions do occasionally emerge," he admits. "I'm also dealing with my demons a bit, writing to my son, but....... more
Tracklista na tyle okładki jest błędna - pokazuje 16 utworów, ale płyta CD zawiera tylko podstawowe 11
Ta "Zabawa" nie jest dla dziewczynek. Dla chłopczyków też nie. Bo "Zabawa" jest płytą dorosłą. To przemyślenia 35-letniego mężczyzny, nad którego głową zawisł cień. Który mimo to – a może właśnie dlatego – gra, śpiewa i tańczy. Bawi się. Na przekór czasom, ale nie ludziom wbrew.
"Życie to nie zabawa, tylko zawody" – konstatuje Zalewski w otwierającym album utworze tytułowym. Jeśli z tej perspektywy spojrzeć na jego twórczość, łatwo zauważyć, że wymyślił sobie dyscyplinę, w której ściga się tylko sam ze sobą, zgarniając kolejne mistrzowskie tytuły. Zaczął od hołdu dla hard rocka i grunge'u ("Pistolet"), później gwałtownie skręcił w progrockowe labirynty ("Zelig"), by za chwilę pokazać, że potrafi porwać tłumy dobrą poprockową piosenką, najczęściej z drugim dnem ("Złoto"). Od kogo – między innymi – się tej sztuki uczył, przyznał nagrywając "Zalewski śpiewa Niemena". Cztery świetne płyty, każda inna, więc warto kontynuować tę chlubną tradycję i nagrać coś znowu porywającego i jak zawsze zaskakującego. Znowu się udało.
"Płyta jest taneczna i nieco mroczna, acz bardziej taneczna niż mroczna. Nocna. To taniec na koniec świata. Nieco apokaliptyczne przemyślenia 35-letniego mężczyzny" – tak "Zabawę" widzi jej twórca. "Znaki na niebie zwiastują kłopoty / Doszły na świecie do głosu złe głosy / Idzie trzęsienie ziemi i wielka woda" – straszy w jednym z tekstów Zalewski, choć sam się swoim czarnym wizjom nie poddaje. "A ja się czuję dziwnie lekko" – zapewnia.
"Co prawda teksty pisałem przed koronawirusem, albo na samym początku, gdzie dochodziły tylko jakieś memy o Chinach, ale przebijają się momentami apokaliptyczne wizje" – przyznaje. – "Trochę też rozprawiam się ze swoimi demonami, piszę do syna, ale głównie, jak zwykle, piszę o sobie".