Drugi album norweskiego tria. Jeszcze większy, jeszcze dalej idący i lepszy niż jego poprzednik, który zyskał wielkie uznanie fanów i dziennikarzy.
Takie dźwięki mogą pochodzić tylko z Norwegii: ta melancholia, ta duma, uczucia, melodie wpadające wprost do serca. Dla tych, którym rozpad Midnight Choir zasmucił, nowa płyta Washington będzie na pewno rewelacyjnym lekarstwem.
Washington pochodzi z Tromso, miasteczka na północy Norwegii, za kołem podbiegunowym. I pewnie dlatego, z powodu przenikliwego zimna i długiej nocy polarnej, muzycy Washington tworzą tak ciepłą i piękną muzykę. Czerpiąc z amerykańskiej muzyki nie tylko folkowej (Neil Young, wczesne Eagles, Walkabouts) dodają do tej tradycji nordycką melancholię, fascynację brytyjską nową falą (Echo & The Bunnymen) i niedefiniowalny czar, jaki tylko czasem na płytach można usłyszeć...
Dla wszystkich fanów melancholijnych, folkowych i post-country'owych brzmień będzie to z pewnością płyta godna polecenia.
Prasa o poprzedniej płycie "A New Order":
“ …what they’re creating is ineffably beautiful. (…) this is Norwegian Appalachia, the sound of snow falling on forests, the sound of hearts breaking in morning mist. Imagine if Neil Young had been born a baritone; imagine no longer. “ – Logo Magazine
“(…) extraordinarily beautiful and mature music” – Indigo Flow
“Lo-fi but not too, Norwegian so a little bit mysterious, melancholy and most of all fantastic and beautiful; Washington. (…) Feel how heartwarming Norwegian chilliness can be... “ (Oor)