Oto rockandrollowe alter ego NoMeansNo. W odróżnieniu od swego podstawowego wcielenia śpiewają o piwie, dziewczynach i - przede wszystkim - o hokeju. Zresztą hokejowy jest także image grupy, a i sama nazwa pochodzi od pary braci - drugoplanowych, acz pamiętnych postaci z doskonałej komedii z 1977 r. z Paulem Newmanem "Slap Shot". A sama muzyka? Żywiołowy hc/punk, brzmiący trochę tak, jakby No Means No (bo jednak słychać, kto to gra) odkryło twórczość Ramones.
Podstawowa roznica między NMN a Hansonami polega na tym, ze znany jako niesamowity bebniarz z NMN John Wright w Hanson Brothers jest frontmanem.
8 maja 2002 gościli na koncercie w Polsce (Wrocław).
Ma (Arlezine 4):
"(...) nawet przez chwilę nic nie wskazuje na to iż "chłopaki" z NoMeansNo (a w tej odsłonie Hanson Brothers) mają po około pięć dych na karku. Świetna dawka melodyjnego rock'n'rolla, puck rocka (jak sami twierdzą) i żadnych w tym przypadku dzwinych dźwięków - po prostu czad i już. Świetny przesterowany bas (taki jak swym core'owym alter ego), między utworami one, two, three, four, czyli wszystko jest jak trzeba. Płyta o wiele lepsza od poprzedniej z ich udziałem, aczkolwiek utrzymana w podobnej stylistyce jeśli ktoś wie o czym mowa - stroje i kije hokejowe, maski, itp. atrybuty szanującego się kibica NHL".