Info dystrybutora:
„Piąty album Case jest bardzo dobry, niektórzy uznają go za wielki, ale to dlatego, że wielkość to jest to czego oczekiwaliśmy” – napisała recenzentka „The Guardian” o nowej płycie Neko Case, „Fox Confessor Brings The Flood”. To oczywiste, że po przynajmniej dwóch ostatnich albumach Neko Case – „Blacklisted” i „The Tigers Have Spoken” – można się było spodziewać po niej albo jakiegoś spektakularnego upadku, albo czegoś, w stosunku do czego usprawiedliwione byłoby użycie przymiotnika „wybitny”. To pierwsze nie wchodziło w rachubę (to nie ta liga!), mamy więc album wybitny, którym Case po raz kolejny potwierdza przynależność do tradycji spod znaku Patsy Cline i Loretty Lynn, lecz jednocześnie potwierdza swój ścisły związek z lekko rewizjonistyczną, nowszą i nasyconą rockiem tradycją alt.country’ową, utożsamianą z Giant Sand, Son Volt, Uncle Tupelo, Wilco czy Calexico. Wprawdzie ona sama – na drugim jakby etacie – współpracuje z postpunkowym kolektywem New Pornographers z Vancouver, w swych solowych projektach raczej od rocka stroni i angażuje raczej zaprzyjaźnionych muzyków z alt.country’owej sceny. Na nowej płycie spotykamy więc jej starych przyjaciół, Kelly Hogan i The Sadies, z którymi chętnie wyrusza w trasy koncertowe, ale też m.in. Howe’a Gelba z Giant Sand, Johna Convertino i Joey Burnsa z Calexico, a także Gartha Hudsona z legendarnej grupy The Band. Ona sama zaś, jak nikt z jej pokolenia, wzrusza lirycznymi balladami o miłości i wywołuje ciarki to apokaliptycznymi hymnami w rodzaju „John Saw That Number” i „Fox Confessor Brings The Flood”, to dramatycznymi songami „A Widow’s Toast” czy „Dirty Knife”, które mogłyby się znaleźć w kolejnym woluminie „Murder Ballads” Nicka Cave’a.