Najnowsza, trzecia studyjna płyta Kanadyjczyka Michaela Milosha, to zdecydowanie jego najdojrzalsze i najbogatsze brzmieniowo dzieło.
Wciąż mamy do czynienia z pięknymi, zmysłowymi i melancholijnymi elektroniczno-laptopowymi piosenkami, w których pobrzmiewają echa Radiohead, Depeche Mode, Briana Eno, Cocteau Twins a nawet takich soulowych artystów jak D'Angelo czy Smokey Robinson (nasz bohater śpiewa aksamitnym falsetem), tym razem jednak „iii" brzmi jeszcze cieplej i bardziej urzekająco niż wcześniejsze dokonania artysty. I nic dziwnego, bowiem nowy materiał powstawał głównie podczas pobytu Milosha na Koh Samui, jednej z gorących tajlandzkich wysp.
Idealna płyta dla wszystkich, poszukujących chwili wytchnienia i ciepła w zapędzonym zero-jedynkowym i coraz bardziej obojętnym świecie.