"Delikatne, oniryczne tematy wtopione zostały w mobilne, rozpływające się formy. Są tu: duch pop-eksperymentu, swobodne free-jazzowe improwizacje, reminiscencje muzyki repetycyjnej i konkretnej..." [Typ Machiny 10/2000]
Wspaniały album na granicy minimal rocka oraz elektronicznej muzyki konkretnej. Najbrdziej kameralna płyta w Domino ostatnich lat. Wiolonczela, skrzypce, gitary, perkusja i studyjna elektronika.
Recenzja Jacka Hawryluka (Machina):
"Gdyby Erik Satie pisał piosenki...
Ich trzeci album to ogromny stylistyczny kolaż. Delikatne, oniryczne tematy wtopione zostały w mobilne, rozpływające się formy. Są tu: duch pop-eksperymentu, swobodne free jazzowe improwizacje, reminiscencje muzyki repetycyjnej i konkretnej, ale przede wszystkim wszechobecna skłonność do melancholii. A do tego leniwy klarnet, fałszująca altówka i od niechcenia śpiewająco-szepcząca Kate Wright".