Kiedy Blain R. Reininger, z którym Brown zakładał Tuxedomoon, osiągał szczyty europejskiego ambitnego alternatywnego popu swymi płytami „Night Air” czy „Bizantium”, Brown sam pozostawał wierny estetyce macierzystej grupy i jeśli był skłonny na jakiekolwiek wycieczki, to w zdecydowanie przeciwnym kierunku. Doskonałym tego przykładem jest ta, trzecia w kolejności, solowa płyta artysty. Zawarte na płycie piosenki pozostawiają wrażenie zlepku swobodnych pomysłów, przypadkowych dźwięków, kolażowy charakter potęgują instrumentalne utwory. O ile dobrze pamiętam, Blain R. Reininger, pracując podczas sesji „Night Air”, zarzucał grze Browna chaotyczność. Słychać to doskonale na tej płycie. Czy to zarzut? Raczej nie. Muzyka Browna jest naprawdę unikalna, utwory zamiast płyty z piosenkami budują rodzaj filmu dla uszu. Brown zdaje się tą połową, która świetne melodie i rytmy dopełnia odpowiednią dozą swobody, eksperymentów i dużą wrażliwością na dźwięk jako taki. Brzmienia instrumentów mieszają się z mikrohałasami i nagraniami terenowymi. Polaczenie „Searching for Contact” i opus magnum Reiningera „Night Air” zdaje się tworzyć spójny obraz ich macierzystego Tuxedomoon. To oczywiście nie odbiera im wartości, jako samodzielnym bytom. Te płyty to klasyka.