Album (zarówno na CD jak i mp3/flac) zawiera utwory 1-11. Dodatkowych 5 utworów można ściągnąć za darmo, wypalić na płycie i włożyć do ecopacka, który zawiera miejsce na ową drugą płytę.
Pomysł na „16” pojawił się kilka lat temu po zetknięciu z liberaturą. Termin ten wymyślił Zenon Fajfer, choć zjawisko nie jest nowe. Liberatura oznacza, w daleko idącym uproszczeniu, utwory literackie (liberackie), których fizyczna forma (np. budowa czcionki, okładka, przestrzeń pomiędzy słowami, struktura tekstu, itp.) odgrywa ogromną rolę w odczytaniu sensu/sensów utworu. Album 16 jest muzyczną odpowiedzią na te poszukiwania.
Chodziło o „projekt muzyczny”, który nie ogranicza się wyłącznie do sfery dźwiękowej zawartej na CD. Okładka albumu nie pełni „usługowej” funkcji lecz (współ)gra z muzyką i tekstami. Efekt miał być taki (w moim mniemaniu udało się go osiągnąć, ale ostatecznie ocenią odbiorcy), że trzy równoprawne elementy składające się na 16 (muzyka, tekst, okładka) spotykają się w pewnym wspólnym punkcie. Idea spotkania jest fundamentem tego krążka.
Album zawiera 15 utworów muzycznych oraz jeden interwałowy, w pewnym sensie liberacki, konwencjonalnie nazywany okładką. Jest on ściśle związany z muzyka i tekstami, które pojawiają się na płycie. Kawałek nr 9 ma charakter nie-piosenkowy. Wymyślił ją Z. Fajfer, który jest również autorem „okładki”. Tytuł (w)hole, wprowadzający element intelektualnej gry z odbiorcą (whole – całość, pełnia; hole – dziura, brak) podkreślono rzeczywistym brakiem, fizyczną dziurą w okładce, przez którą, wedle zamysłu autora, można usłyszeć dźwięki świata. Utwór ten zdaje się korespondować z 24 rozdziałem księgi IV Tristrama Shandy L. Sterne'a.
Wszystkie teksty na płycie są ze sobą ściśle związane. Każdy tekst odnosi się do postaci, utworu lub zjawiska, które mogą (ale nie muszą) sugerować kierunek interpretacyjny. Stąd tyt....... more
Ocena równa 8 wynika stąd iż jest to ciekawe, trudne do zrozumienia granie (już ocena wynosi 6) a jednocześnie po przesłuchaniu płyty nie ma się wrażenia, że to po prostu kolejna, rozmyta brzmieniowo płyta jaką nagrać mogłaby każda kapela z tej sceny, chociażby Mogwai czy destroyalldreamers. Wręcz przeciwnie, zespół gra bardzo oryginalnie, przez co moja ocena wzrosła do 8!