Tim Friese-Greene to dość specyficzna postać. Zaistniał jako szara eminencja w Talk Talk. Mimo, że oficjalnie nie wymieniany w składzie grupy, był wraz z Markiem Hollisem odpowiedzialny za niezwykły rozwój tej z początku zwykłej grupy z kręgu new romantic. Później powołał do życia grupę Heligoland, która nie zyskała wielkiej popularności, a rozwijała wątki zapoczątkowane z Talk Talk w stronę bardziej rockowego brzmienia. Recenzowana tu płyta ma być zakończeniem jego kariery z powodu choroby narządu słuchu - jak twierdzi w krótkim wywiadzie zawartym w książeczce dodanej do albumu. Co ciekawe 10 Sketches for Piano Trio to właściwie płyta jazzowa. Do tego bardzo krótka, trwa zaledwie 24 minuty. Co jeszcze bardziej zaskakujące na CD znajduje się w trzech postaciach: stereo i dwóch mono - dla obydwu kanałów z osobna. Muzyka balansująca na granicy free improwizacji i melodii. Myślę, że to przede wszystkim rodzaj pożegnania z własną pasją w najczystszej postaci, to nie muzyka wymagająca aranżowania, żmudnej pracy studyjnej, to gra i obcowanie z instrumentem, muzyką w najczystszej postaci, napawanie się prostotą. Te dziesięć szkiców nie porywa jakimiś epokowymi rozwiązaniami, nie zaskakuje. To raczej rodzaj medytacji, pomiędzy strukturą a chaotyczną swobodą. Płyta zupełnie inna od tego, co muzyk robił dotychczas, a zarazem będąca esencją jego stylu. Warto posłuchać tych nagrań, nie oczekując czegoś od Tima Friese-Greene'a, a po to by spojrzeć jego oczami na to, co traci. Mirt M|I 2.09