Doskonała kompilacja mistrza filmowego „szpiegowskiego” psychopopu lat ‘60. Płyta, podobnie jak recenzowane obok Country Moog i Haackula, wydana została w serii Moog masterpieces, poświęconej mniej lub bardziej zapomnianym dokonaniom pionierów elektroniki. Lecz w tym wypadku syntezatory analogowe są jedynie elementem szalonych aranżacji. Niewątpliwie między innymi dzięki tym nagraniom wynalazek Roberta Mooga nie podzieliły losu wielu wcześniejszych instrumentów elektronicznych pozostając w świadomości ogółu jedynie cyrkowym kuriozum à la piła do grania. Muzyka Hugo Montenegro zasadza się przede wszystkim na doskonałych aranżacjach,z pewnością jak na owe czasy bardzo nowoczesnych. Słychać to przede wszystkim podczas co bardziej żywiołowych momentów, jak choćby w doskonałej wersji Good Vibrations czy Happy Together oraz podszytych nerwem kompozycjach z filmów szpiegowskich, jak The Man from the U.N.C.L.E.. Tytuł Mr. Groove jest tu jak najbardziej na miejscu. Pop z lat ‘60. i moog raczej przywodzą na myśl dokonania w stylu Kingsleya Gordona i jego przeboju Pop Corn, u Montenegro jednak syntezator często ginie pod ścianą smyczków, dęciaków czy pod doskonale zaaranżowanym chórem. Trochę mniej przekonują mnie momenty bardziej liryczne w stylu standardu z Ojca Chrzestnego, ale to zdecydowanie wina samego Enio Morricone. Jeśli powalił cię soundtrack z Vampyros Lesbos warto na następną imprezę nabyć Mr. Groovy.