Już w samym tytule nowej (czwartej już) płyty francuskiej grupy The Married Monk jest coś poetyckiego. Choć w zasadzie "Belgian Kick" nie znaczy nic konkretnego, jest tym, z czego w ogóle nie oczekiwaliśmy. Publiczność polska zna bardzo słabo bogatą i niezwykłą francuską scenę muzyczną, tak zapewne jest też z Married Monk, chociaż zespół zdążył już nawet wystąpić w Polsce w cyklu "Republique de la musique" prezentującym największe osobowości francuskiej, współczesnej sceny muzycznej. "Belgian Kick" to bardzo zróżnicowany album, dotykający i interpretujący bardzo różne obszary muzyczne, od jazzowego fusion przypominającego Morphine, przez taneczne, niemal disco-hity, powolne ballady w stylu, avant-popowe przeboje i tradycje Captain Beefheart (cover "Observatory Crest") "Belgian Kick" to świetny dojrzały popowy album, którego słucha się z przyjemnością. Udowadnia, że piosenka pop może znajdować nowe formy bez zapomnienia o swych korzeniach. Zespół wielokrotnie współpracował także z Yannem Tiersenem, grając jako jego zespół na trasach koncertowych, Tiersen gościnnie wystąpił na poprzedniej i aktualnej płycie zespołu. Tutaj słyszymy go grającego w dwóch numerach na wiolonczeli... Wśród dotychczasowych kooperacji The Married Monk warto także odnotować udział Joeya Burnsa z Calexico w nagrywaniu przedostatniego albumu.
Tak o poprzedniej płycie Married Monk "R/O/C/K/Y" pisał Rafał Księżyk: "Francuzi kapitalnie zakorzeniają rocka w romańskim kolorycie. Nowofalowe napięcie z pogranicza Magazine i Roxy Music zderza się z filigranowością Pierrota. Przekładane jest na język romantycznej włoskiej piosenki! Oniryczna poetyka The Stranglers przeniesiona do kabaretu. Wokalna chrypa a la Lou Reed złamana brelowską intonacją. Pozlepiane z obcych inspiracji, ale świeże i zniewalające wdziękiem."