Na „Scale" Matthew Herbert kontynuuje wątki ze swych poprzednich albumów, ponownie sięgając po bigbandowy jazz, synkopowano-klikające bity, musicalowy splendor i głos Dani Siciliano oraz ożywiając i zmuszając do „grania" przedmioty z najbliższego otoczenia (tym razem jest ich 723). Po raz pierwszy jednak swoją muzykę podaje w tak rozkosznie lekki, popowy i przebojowy sposób, całość serwując z iście filmowym, hollywoodzkim rozmachem i blaskiem. Marcin Hubert ("Machina", czerwiec 2006)
Pod warstwą disney'owskiej słodyczy, która tylko pozornie umilać ma życiową konsumpcję, w podskórnych, korodujących zgrzytach i trzaskach, czai się prawdziwy bunt i krytyka wobec naftowego przemysłu oraz bezwzględnej walki o ropę. Z jednego z najwybitniejszych współczesnych twórców muzycznych, Herbert przeradza się w dźwiękowego myśliciela, zmuszającego do zadumy nad kondycją świata.