Skład:
taku sugimoto plays: electric guitar and 6-string bass guitar
burkhard stangl plays: electric and acoustic guitars
christof kurzmann plays: g3 and clarinet
gil gershman (fakejazz.com):
First Concert – Second Take factors Sugimoto into the equation that produced the glorious Schnee (Erstwhile, 2000). Austrians Christof Kurzmann and Stangl rendezvous with Sugimoto at OFF Site, the Tokyo gallery co-founded by Sugimoto (with Toshimaru Nakamura and Utah Kawasaki) as a sanctum of extremely quiet improv. Unsurprisingly, the trio’s first meeting proves to be a splendid occasion. If the harmony between Stangl’s guitar and Kurzmann’s G3 PowerBook neared perfection on Schnee, the trio with Sugimoto achieves it. The first track affords the paired guitarists ample space to work endless, enchanting variations on the sensation of leaves or snowflakes adrift, caught up and carried along—or blown gently off-course—by Kurzmann’s insinuating electronics. But it’s the second section, where Sugimoto, Stangl and Kurzmann conjure a much more unsettling plaint of wind and ghosts, that realizes this potent combo’s true potential.
Noel Akchoté (SKUG)
VA / Christof Kurzmann "miira ni naru made" / Otomo Yoshihide & Shimada Masahiko - Charizma +
"In Tokyo" / Christof Kurzmann, Burkhard Stangl & Taku Sugimoto - Musica Genera.
One could argue about this "file under Kurzmann" but it s also time to pay tribute to artists working beyond certain limits. At least we can see here the producer and the musician acting in two different releases. And if many others followed the path once the door got open fewer gave it such an acurate attention and devotion. You can't just gibber or rave about such electronic arts, you need to give them a stage, chances and work. Obvioulsy Christof Kurzmann does his best to give such music a perenity. Altough it often seems like a pretty restricted area, best has been made for the viennese scene to travel and exchange abroad. "In Tokyo" is a more than welcome Polish release (thanks to the producer and rare ....... more
Kamil Antosiewicz (cisza.art.pl):
Na naszym muzycznym nieboskłonie pojawił się obiekt, który emituje światło w nieco innym paśmie niż pozostałe. Jest to zjawisko miłe, przynajmniej dla dźwiękowych astronomów, którzy szukają z teleskopem-stetoskopem interesujących, nietuzinkowych ciał niebieskich. Mowa o szczecińskiej wytwórni Musica Genera, prowadzonej przez Roberta Piotrowicza.
Sam będąc muzykiem, Piotrowicz-wydawca postawił na klimaty w których porusza się od lat: nowofalową improwizację nowej generacji. Jako pierwszy album dobrze zapowiadającej się stajni pojawiła się płyta Kyle'a Bruckmanna, chicagowskiego muzyka o wszechstronnych upodobaniach w zakresie instrumentów dętych.
Na "And" znalazły się zapisy "12 studiów nad kontrapunktem" z 6 zaprzyjaźnionymi artystami: perkusistą Jimem Bakerem, puzonistą Jebem Bishopem i kilkoma innymi. Bruckmann prowadzi z nimi zwarte, pełne wigoru dialogi i daje się poznać jako artysta o niekonwencjonalnym podejściu do oboju, rożka oraz dwóch innych instrumentów o egzotycznej proweniencji (chińska suona i arabska raita).
O ile album Bruckmanna momentami bywa dość intensywny (zwłaszcza duet z Weaselem Walterem na perkusji), a w każdym razie nie pozostawia wiele wytchnienia słuchaczowi, którego zasypuje ciągłymi wymianami pomiędzy muzykami, o tyle druga pozycja z Musica Genera prezentuje zupełnie inną stronę zjawiska. Sugimoto (gitara i bas), Stangl (gitara) oraz Kurzmann (G3 + klarnet), spotkali się w Tokio w 2001 i zagrali koncert, który znalazł się na niniejszym krążku. Grę tria charakteryzuje oszczędność, spokój, brak silnej ekspresji, podobny do nastrojów znanych z recenzowanej w "Ciszy" płyty kwartetu SSSD.
Muzycy pozostawiają znacznie więcej przestrzeni niż Kyle Bruckmann i jego partnerzy na scenie. Chwilami można odnieść wrażenie, że gra jedna, najwyżej dwie osoby, jeden lub dwa instrumenty. Dążenie do maksymalnego zapełnienia przestrzeni, wypełnienia dźwięki....... more
Jedna z najmocniejszych pozycji w katalogu MG. Słowem kluczem dla tej muzyki jest "skupienie" - materia jest dość cicha i żadka. Muzycy za pomocą tej niewielkiej ilości dżwięków wytworzyli nastrój kruchości, który powoduje, iż słuchacz odczuwa - wręcz moralną ;-) - potrzebę "zaopiekowania się" tymi akustycznymi perełkami.