muzycy:
Joe Morris: guitar
Timo Shanko: bass
Luther Gray: drums
diapazon.pl
Są tacy muzycy, którzy, gdy ich słucham po raz pierwszy, ich muzyka, sposób gry, artykulacja, sam nie wiem co - nie pasują mi. Z drugiej strony, nie wiem co pcha mnie wciąż do poznawania ich muzyki, do wielokrotnego słuchania ich płyt, chodzenia na koncerty (o ile jest to możliwe). Potem, nagle, okazuje się, że ten muzyk gra właśnie ten rodzaj muzyki, który bardzo mi pasuje. Nie potrafię powiedzieć, czy w grę wchodzi tu zatem kwestia przyzwyczajenia się do ich muzyki, czy też powolnego dojrzewania do niej. Czy też jeszcze cokolwiek innego.
Jednym z takich muzyków był (był, bo już nie jest - jeszcze trochę i stanę się piewcą jego twórczości) Joe Morris. Dokładnie pamiętam kiedy po raz pierwszy usłyszałem jego grę (wcześniej dane było mi przeczytać o jego nietuzinkowej grze i o tym, że jest nowatorem gry na gitarze itp. - były to jednak anglosaskie teksty. Było to przy okazji nabycia koncertowej płyty Joe Morris Quartet. Wszystko mi pasowało. Rewelacyjna sekcja. Wspaniały skrzypek... Tylko ten gitarzysta, który wyprawia na swej gitarce jakieś takie pitu-pitu do niczego niepodobne. Coś jednak mnie stale intrygowało w jego muzyce. Przypadkiem usłyszana płyta jego tria ("Sweatshop") spowodowała, że zupełnie nagle odkryłem tego muzyka dla siebie. Odkryłem także jego płytę "Age of Everything". I ręczę, że naprawdę warto zaznajomić się z tym, co ma nam do zaoferowania ten gitarzysta.
Generalnie, od wielu lat porusza się po stylistyce, którą najłatwiej określić jako free. Jedni będą twierdzić, że jest to free jazz, inni free improv - mniejsza o etykietki. Jego muzyka niesie ze sobą ten ładunek ekspresji, swobody, właśnie owego "free", który mi bardzo odpowiada. Jednocześnie wypowiedź Morrisa jest bardzo swoista.
Jak sięgam pamięcią, to niewielu było gitarzystów pojawiających się w ogólnie pojmowanej stylistyce free. Znakomita większość z nich stylistykę free-jazzowego grania próbowała ukazywać poprzez usiłowanie....... more