spontaneousmusictribune.blogspot.com:
Set kwartetowy podzielony został na dysku na trzy części. Początek ceremonii kreuje jeden z perkusistów, który szeleści chmurą akustycznych dźwięków. Dęte instrumenty burczą i szumią. Przyczajone tygrysy, ukryte smoki z czasem nabierają mocy i brzmią niczym zdezelowane sprężarki powietrza. Wszystko zdaje się drżeć do momentu, gdy swoje dziewicze frazy wyda drugi z perkusistów. Flow wówczas gęstnieje i obiera kierunek kompulsywnego free. Puzon i saksofon prowadzą swój permanentny dialog, dwie perkusje brną w metafizyczny swing. Drugi epizod otwiera puzon, który preparuje wyjątkowe danie! Perkusje rysują kolorowe smugi dźwięków, a saksofon syczy, niczym pijany we mgle. Akustyka chwila eksploduje urodą, ale nie ekspresją. Nabiera gęstości, ale nie tempa. Smakuje kwasowym post-industrialem, budowanym dętymi frazami i smolistymi deep drums. Finałową część seta otwiera gong, który długo wybrzmiewa. Puzon szumi, spoglądając na resztę kwartetu, która milczy złowrogo. Płaskie powierzchnie rezonują, te obłe drżą i szeleszczą. Misterium suspensu, w oczekiwaniu na głos milczących. Gdy w końcu do zabawy podłączą się już wszyscy, nieznany glos, recytując tekst w nieznanym języku, daje kwartetowi zastrzyk energii, który doprowadza go pod ścianę spazmatycznych oklasków.
Set trzyosobowy toczy się na srebrnym dysku bez jakichkolwiek przerw. Z miejsca artyści zapraszają nas do wielkiej krainy fake sounds. Tym, który wydaje na wejściu dźwięki perkusyjne jest … gitarzysta (choć mający, póki co, w ręku mandolinę), tym, który ugniata niezidentyfikowane obiekty jest pianista, a jedynie puzonista zdaje się frazować w sposób, który może być kojarzony z brzmieniem jego narzędzia pracy. Kolejne minuty seta kreowane są pewnym intrygującym dysonansem – preparowane piano i puzon grzmią niemal industrialnie, podczas gdy gitara naprzemiennie z mandoliną bawią się w post-gotyk. Wszystko wszakże, co generują artyści zaskakująco d....... more