Czas trwania: 01:10:39
Stasiek Wielanek to Warszawiak prawdziwy, nie malowany, ani żaden udawany. Żył w tym mieście od roku 1949, pracował od 1970, kiedy to założył Kapelę Czerniakowską, potem była jeszcze, od roku 1984, Kapela Warszawska, a jeszcze później postanowił występować jako solista i dobierać sobie różnych muzyków na koncerty i na nagrania.
Z Kapelami wędrował ulicami Warszawy, jeszcze ni tak pięknej jak dziś. Nagrywał płyty w eleganckich studiach, śpiewał na poważnych estradach i występował w zagranicznych krajach. Ale to był swój chłop, miał charakter, siłę, lubił się zabawić, powspominać. A najważniejsze, że lubił życie, czemu dał wyraz w swoich piosenkach.
Jak bardzo zmieniło się znaczenie terminu „miejski folklor” widać między innymi po tej płycie. Pamiętam dawne Wielanki: te jego stare płyty, fotografie, to skansen, staroć, passe, demode. Tu stary Wielanek młodnieje; całkiem zmienia swoje oblicze, pewnie pod wpływem tego, co słyszał dookoła w świecie muzyki zwanej tradycyjną.
Do tradycji, folkloru, ludowości odnosił się głównie tekstami, obyczajem w nich zawartym, ich tematyką. Tylko tym, bo instrumentarium było tu inne niż w miejskich kapelach, stylistyka bardziej wyszukana, choć na szczęście prostota (nie mylić z prostactwem) dominuje w melodyce i aranżacji. Tradycja istnieje w tych piosenkach w umiejętności trafiania do podstawowych uczuć; żalu, smutku, tęsknoty, ale także śmiechu, żartu, ironii i klimatu zabawy.
Teksty to mały realizm, śpiewane z poczuciem humoru, z podtekstem, drugą prawdą, trzecim dnem. Miłość, grzech, kara – to wszystko nie jest tak okrutne jak w latach międzywojennych; nożem nikt dziś nie traktuje za zdradę, kat nie czeka z zaostrzonym toporkiem, KS zniesiona. Jednostajność stylistyczna też nas nie zanudza: raz mamy spokojny dancing bogaty w tanga, walczyki, slow foksy, raz dixielandową estradkę, raz trafiamy do muszli koncert....... more
|