W kwietniu 2018 roku James Hinton przeniósł się z Brooklynu by odizolować się w Green Mountains w stanie Vermont i kontynuować pracę nad utworami, które składają się na jego czwarty album, zatytułowany "Mercury".
Nadając nazwę nowemu albumowi, zdecydował się na słowo, które uchwyciło zarówno głęboką intensywność utworów, jak i ich wielość znaczeń: Mercury. Lustrzana powierzchnia ciekłej rtęci skłoniła go do zastanowienia się nad tym, w jaki sposób jego muzyka odzwierciedla konkretne wspomnienia z jego życia. Zatrucie rtęcią powoduje chorobę 'szalonego kapelusznika' - zaburzenie neurologiczne charakteryzujące się takimi zachowaniami, jak depresja, apatia i lęk społeczny - wszystkie te nastroje ogarnęły go podczas samotnego pobytu w Vermont. Hinton, który ukończył fizykę na Brown University, myślał również o planecie Merkury i jej trudnym położeniu jako planety najbliższej Słońcu. W końcu, gdy Słońce rozrośnie się do rozmiarów czerwonego olbrzyma, Merkury zostanie spalony i pochłonięty. Hinton był bliski wypalenia w swoim procesie twórczym i spodobał mu się pomysł, aby Merkury nadal istniał pomimo kataklizmu - jak to ujął, "spalony, ale wciąż na orbicie".
Hinton uciekł od nadmiernej stymulacji Nowego Jorku, sądząc, że brak rozproszenia uwagi pomoże mu skupić się na ukończeniu albumu. Wkrótce jednak odkrył ciemną stronę życia na wsi i uznał je za "egzystencjalnie przerażające". Nie znał nikogo i zdarzało się, że przez miesiąc lub dłużej nie widział nikogo innego. "Myślę, że zaczyna być moda na wyjeżdżanie z miasta na wieś, ale ja mogę służyć jako przestroga" - mówi. "Tak, jest tam więcej czasu i okoliczności, aby pracować nad swoją sztuką, ale może się to stać więzieniem, które samemu się tworzy. Ten poziom izolacji spotęgował pełzającą depresję, która na dwa lata wpędziła mnie w naprawdę złą spiralę".
Jednak narracja "Mercury" nie jest opowieścią o klęsce, ....... more