Nie jest rzadkością, że artysta odmierza czas swoimi osobistymi doświadczeniami i rozwojem poprzez wydawane przez siebie płyty. Niewielu jednak twórców muzyki elektronicznej robi to tak emocjonalnie jak Gold Panda.
Długo oczekiwany czwarty album Derwina Dickera, "The Work", ukaże się 11 listopada nakładem City Slang. Tytuł albumu jest intrygujący: zarówno jako dosłowne określenie płyty, której stworzenie zajęło mu sześć lat, jak i - sięgając głębiej, objawienie odzwierciedlające w równym stopniu to, jak dotarł do tego miejsca: "praca to coś, co jest używane w mojej terapii, czytam o tym często w książkach o zdrowiu psychicznym - praca nad sobą. Praca, którą wykonałem poprzez terapię, bieganie, pilates i osteopatę" - śmieje się. Wyznaje, że ostatnie kilka lat to przede wszystkim "dbanie o siebie i próba pracy nad sobą, aby zobaczyć, gdzie robię błędy i dlaczego wpadam w depresję”. Dodaje również, że "kiedy urodziła się moja pierwsza córka, odkryłem, że zmiana jest naprawdę trudna, ponieważ nie byłem już jedyną osobą, którą muszę się opiekować - musiałam popracować również nad tym: jest mnóstwo rzeczy, których może dotyczyć praca".
Derwin wskazuje na bardzo konkretny moment, w którym zdał sobie sprawę, że musi zmienić zarówno swoje spojrzenie na życie, jak i zająć się dbaniem o siebie: „Byłem w Japonii, w naprawdę okropnym hotelu, miał tylko jedno okno – okno było w łazience. Kiedy wyszedłem z pokoju hotelowego, byłem w zasadzie w ogromnym wieżowcu na wysokości 24 piętera - jest tam cała ta siatka, żeby ludzie nie wyskoczyli. To było takie przygnębiające i pomyślałem 'pieprzyć to, ciągle mogę jeszcze skoczyć'". „Byłem naprawdę na kacu” – zdradza. „I to był ostatni raz, kiedy byłem pijany. To znaczy, uwielbiam pić, ale nie radzę sobie z kacem, żalem, lękiem i depresją. W tym momencie nie grałem żadnych koncertów na trzeźwo, co było kolejną rzeczą, którą musiałem przezwyciężyć R....... more