Nikt, kto słyszał Brzozowego, nie domyśliłby się, że to jego krew z krwi. Tu po prostu nic z Ojca nie ma. Artystka (bo jest, a co!) jakby z antypodów, jakiejś wioski Kurpiów w Australii. Najpewniej nie ma osobowości Ojca - psychologicznej, bo tą się na wsi białym głosem śpiewa.