Nagranie Odd Nosdam to coś więcej niż muzyka. Coraz więcej. Albumy Davida P. Madsona to kolekcje krótkich bezsłownych historii i scenek, skrupulatnie wypełnianych sonicznych klaserów. Level Live Wires jest wyraźnym produktem inspiracji, dziwacznych zdarzeń i zadziwień żyjących serią jasnych chwil zebranych razem pod jednym dachem niezmąconego wielkomiejskim hukiem domku w zachodnim Berkley. Tutaj z pomocą zgubionych nagrań, znalezionych brzmień, pól rejestracjii dźwiękowych i szczęsliwych przypadków w ośmiościeżkowe kasety, samplery, syntezatory i dyktafony tchnął życie nasz skromny kolażysta.
Level Live Wires anonsuje utwór On, gdzie turlający się dubowy wtrząs odbija się od wietrznego, chóralnego dronu osiągając przyjemny gangsterski efekt, pozwoli on wzburzyć po chwili powolny taniec Kill Tone. Tyknięcia wyskakujące jak pryszcze na powierzchni drobnego loopa, ptaki świergotające nad głową, coś się pali, potem chrupiąca melodia harfy zaczyna się i znów zaczyna, tak jakby wyczekiwała sposobnego rowka aby zaskoczyć. Tak jak bas kapitalnie pchany od spodu, przesunięcia słuchowego pejzażu (samplerskie rytmy podbijające kartę na dzieńdobry i dowidzenia, powolutku rozwijane przez Dee Keslera z Thee More Shallows gitarowe zgrzyty w tle, ówdzie wokalne echa i nagłe rwane linie barowego pianina (Whys Doug McDiarmid) którę obdarowują muzykę ostatecznym kontekstem, koniecznym by pluskliwy beat obrócić w balet synkopowych dźwięków. Ostrym kopem obrotnicy gramofonu, We Dead wpulsowuje wokalnego loopa i gwizdek pociągowy, nim Freakout 3 wyląduje awaryjnie z ciężkim wybuchem mulistego przeznaczenia.