Spotkanie pod jednym szyldem dwóch stron na które zawsze można liczyć, pomimo pewnej nonszalancji. Teiresias to dopiero pierwszy dowód na to, a już pozwala sobie na wiele. Z miejsca cuci nas podmuch furii jakiej można by się spodziewać tylko w tak doborowym towarzystwie. Utwór rozpoczyna się grzmiącym riffem, brzmieniem przypominający nawet nieco Torche z ich najcięższego okresu, nim jakaś dzika progresywna gitara wessie nas w samo centrum huraganu, by zaraz po tym wykopać na pastwę matalicznego gruchotu, galopującego na tle miażdżących riffów i spektaklu szaleńca rzucającego się niespokojnie za bębnami.
Artysta, gitarzysta, wokalista - John Baizley jest w swej codziennej formie, wyuzdując swój głęboko podskórny, furiacki ryk podbija poziom intensywności dziesięciokrotnie. Rychła niepohamowana erupcja roztopionego, gitarowego heroizmu, nieco później gdy ostygnie stan szoku, w swej zastygniętej formie budzi respekt.
Nie mniejszy wkład w moc tego krążka ma drugi kawałek pod tytułem Cavite - to epickie arcydzieło zaciska nerwy i nie popuszcza przez całe 12 minut trwania utworu. Poniżej normalnej głośności gitary, w rockowowym zawieszeniu przyjdzie nam wyczekiwać gitarowych harmonii co w ostatecznym rozrachunku doda smaku tej mieszance. Całość ciut podbiją chybocząc chrzęszczącą ścianą basowo-gitarowej wrzawy co stanowi esencję tego, co w wyobrażeniu zespołu pełni funkcję perkusyjnego solo. Mają więc cokolwiek oryginalny sposób interpretacji hałasu.
To po prostu znakomity, bezpretensjonalny split od samego początku do samego końca. Materiał Baronessów jest fantastyczny i warty dojżenia czy jest się fanem czy nie. Zespół zawsze prześciga sam siebie podczas występów, jest wysoce zalecane złapać ich na żywo jeśli nadaży się ku temu okazja. Tak się szczęśliwie składa że to samo tyczy się współtwórcy tego krążka - Unpersons - A Grey Sligh in A Flower Husk jest chyba najlepszym wydawnictwem....... więcej