Kwartet pod przewodnictwem aż dwóch frontmanów - wokalisty wspomnianego już Hatebreed, Jameya Jastę oraz prawdziwego mistrza riffów - Kirka Windsteina (Down, Crowbar) stworzył dzieło zasługujące na miano wybitnego - 11 rasowych, sludgecoreowych kawałków, dzięki którym z głośników aż czuć zapach whisky, potu i siarki. Rytmiczna perkusja, brudne riffy penetrujące brzmienie powolnego walcowania rodem z WEEDEATERA na spółkę z klasycznym metalowym szarpaniem strun, które doskonale znamy już chociażby z DOWNa oraz opętańcze krzyki Jasty tworzą niesamowity klimat, który mimo braku jakiejkolwiek oryginalności wgniata w ziemię. Kolejny doskonały przykład na to, że eksplorując w dobrym stylu klasyczne brzmienie znane od lat można nagrać krążek lepszy od tysiąca odkrywczych i innowacyjnych płyt. Po prostu MOC, w starym, dobrym, południowoamerykańskim stylu.