Zamknijcie w domach swoje dzieci, a teściowe odeślijcie w bezpieczne miejsca: sława Heavy Zooo dotrze w końcu i do waszego miasta, by siać spustoszenie progresywnym brzmieniem przetopionym w jedną całość z najsoczystszymi stonerowymi riffami, jakie słyszeliście oraz miażdżącą potęgą doom metalu! BEEHOOVER nadchodzi powolnym krokiem ze swoim najnowszym album by także wasze sąsiedztwo obrócić w pył i zgliszcza!
Ich żywiołowe występy na ubiegłorocznej trasie z The Hidden Hand oraz goszczącym niedawno w Polsce Stinking Lizaveta zostawiły publikę ze szczękami opadniętymi po pięty, najnowsza płyta sprawia zaś wrażenie, że po każdym z takich koncertów zespół kładł na kaloryferze swoje przesączone adrenaliną i testosteronem ręczniki tylko po to, aby przelać tę zawartość na swój najnowszy krążek. Jest prymitywnie i ostro do tego stopnia, że aż kusi do wszczęcia zmasowanej akcji tłuczenia rodzinnych kryształów i porcelany, prowokując przy okazji do tarzania się po dywanie ze śmiechu i radości, jakiej towarzyszy wysłuchiwanie przeplatających się z czystą agresją progresywnych jazzująco-funkowych riffów rodem z niezapomnianego PRIMUSa. Heavy Zooo nie zostawia zbyt dużo czasu na wzięcie oddechu i przerwania choć na chwilę harców, tańców i swawoli. Progresywny doom jazz z ciężkimi niczym kowalski młot disco-wstawkami brzmiącymi całościowo niczym OM skrzyżowane z MELVINS i wspomnianą już ekipą Lesa Claypoola - taki dźwiękowy tygiel nie może być zły!!!