Kalendarz wskazuje nam już 2008 rok, a Melvinsi wciąż nazywani są "familijną rozrywką na zupełnie innym poziomie" - blisko 25 lat na scenie, ponad 25 albumów a licznik wciąż bije. Jak sami mówią "Może jesteśmy po prostu zbyt głupi, aby zejść ze sceny" - słuchając ich najnowszego dzieła zatytułowanego "Nude With Boots" trudno jednak przyznać rację. Na wesołą kompanię, (która powinna zdaniem wielu zmienić nazwę grupy na "The Fucks", która bliżej opisywałaby to, czego można spodziewać się w ich masakrycznie popapranych kompozycjach) tak jak na ostatniej płycie złożyli się rdzenni Melvinsowcy - Buzz Osbourne oraz Dale Crover - oraz chłopaki z Big Business - Jared Warren i Coady Willis. Taki lineup zwiastuje ni mniej ni więcej niż totalne zniszczenie!
Znana anegdota z życia grupy mówi o zarzutach "usiłowania morderstwa”, które postawiono swego czasu ich frontmanowi - zarzuty szybko zostały jednak oddalone, bo w świetle dowodów szybko wyszło na jaw, że King Buzzo jak na prawdziwego króla przystało nigdy niczego nie usiłował - jak czegoś się podjął, zawsze doprowadzał sprawę do końca. Nie inaczej było także i tym razem - perfekcjonizm w nagrywaniu i komponowaniu po raz kolejny przyniósł nam genialną płytę wypełnioną po brzegi surrealną abstrakcją, szybkimi gitarami, szaleńczą pracą perkusji i chaotycznymi krzykami. Prekursorzy eksperymentalnego sludge metalu stopionego w jedność z oldschoolowym grungem nieprzerwanie od lat kroczą tą samą ścieżką zyskując, co rusz nowym fanów - gwarantujemy wam, że po premierze "Nude With Boots" zlecą się ich całe hordy. Nie było lepszego sposobu na świętowanie najbliższej rocznicy niż nagranie totalnie kopiącego w tyłek (a na dodatek jednego z najlepszych w ich karierze!) albumu. Polecamy z całego serca (i uszu)!