Chociaż istnieją od wczesnych lat 90' rzadko cokolwiek słychać z ich obozu, a nowe płyty ukazują się sporadycznie. Sludge'owcy z kalifornijskiego16 może nie są najbardziej pracowitymi ludźmi pod słońcem ("Bridges to Burn to ich pierwszy album od 2003 roku), ale zdecydowanie są obeznani w temacie soczystych, łupiących w czachę riffów. Gitary Bobby'ego Ferry z każdą sekundą atakują nasze uszy lepkimi i ciężkimi riffami o jawnych bluesowych korzeniach. Wtórująca mu sekcja rytmiczna obniża strój całego brzmienia, miejscami dochodząc wręcz do doomowego klimatu.
Mamy 12 mizantropicznych hiciorów o klimacie powolnej, lepkiej rzeki ciągnącej nas ze swoim nurtem i co chwilę podtapiającej, tylko po to by zaraz łaskawie wyrzucić nas na brzeg, a następnie zabrać porwać wraz z nowym numerem. Świetne riffy, genialna motoryka, przyciągające uwagę solówki i świetny, hardcore'owy wokal Crisa Jerue, który wykrzykuje na maksimum głośności i gniewu swoje przepełnione goryczą i nienawiścią, mizantropiczne teksty.
Co wrażliwszym może być trudno cieszyć się z kawałków w których facet śpiewa o tym, że przeżywa właśnie najgorsze chwile w swoim życiu - fakt faktem, jednak, że tak dobrej płyty sludge'owy półświatek nie widział od dawna. Co mocniejszym fanom gatunku polecać nie trzeba, co wrażliwsi natychmiast powinni się przełamać i odrzucić empatię, a zamiast rozczulania się nad ich smutnym losem potupać nóżką i pomachać główką. Muzyka 16 zrobi mężczyznę z każdego chłopca, i z każdego prosiaka natychmiast uczyni tygrysa. Idealny prezent na każdą okazję - od dnia matki po święta kościelne.