Cztery utwory, niespełna dwadzieścia minut ekipy pod wodzą Davida Tibeta w najlepszym możliwym wydaniu. "Birth Canal Blues" to krótka EPka będąca zapowiedzią nowego albumu CURRENT 93 i swoistą manifestacją odmiennej nieco drogi, jaką obrali tym razem... Możemy tutaj zaobserwować pewną dwoistość w jakiej znane już schematy proponowane dotychczas przeplatają się z nową, nieco odmienną drogą ezoteryki i metafizyki, na którą Tibet postanowił spojrzeć z nieco innej perspektywy.
Cztery kompozycje, w których przeplatają się minimalistyczne, fortepianowe partie rodem z "Soft Black Stars" z przytłaczającym klimatem najwcześniejszych dzieł Tibeta, których samo brzmienie zagęszczało powietrze w okolicy słuchacza do momentu, w którym każdy zaczerpnięty oddech sprawiał ból. Zaskakują tym razem zwłaszcza eksperymenty wokalne, na które idee podsunął Tibetowi Andrew Liles, przez fanów grupy określany mianem "godnego zastępcy Stapletona" - mamy tutaj przestery, nierówności, opóźnienia czy nawet skrzeczące okrzyki i deformacje które w połączeniu z apokaliptycznymi tekstami sprawiają wrażenie bliższych estetyce radykalnemu black metalowi niż neofolkowym mistrzom. A gdy tylko wokal Tibeta na nowo staje się krystalicznie czysty i odarty z aury eksperymentalnych efektów zauważamy, że brzmi nawet bardziej smutno i wręcz męczeńsko niż zazwyczaj. Dopełnieniem apokaliptycznych wizji są kończące płytę sample galopujących koni symbolizujących mitycznych czterech jeźdźców oraz gwałtowny wypust najczystszego w swojej formie hałasu, który najprawdopodobniej odzwierciedla Tibetowską wizję końca naszych dni..."Birth Canal Blues" to esencja wszystkiego do czego przyzwyczaił nas Current 93. Pozycja ponadczasowa i sztandarowa, rozpoczynająca wspomnianą już zupełnie nową drogę. Warto!