Info dystrybutora:
eśli ktoś kocha bluesa, granego z werwą, duszą i pietyzmem dawnych mistrzów, nie powinien się wahać, sięgając po album 78-letniego Ramblin' Jacka Elliotta - człowieka, który w dawnych latach osobiście grał z Woody'm Guthrie'm i inspirował m.in. Pete'a Seegera i Boba Dylana.
Gdy mityczni bluesmeni - ci z okolic Delty, Memphis czy dusznych bagien dorzecza Mississippi - są gatunkiem praktycznie wymarłym, ich tradycję kontynuuje wspaniale Ramblin' Jack Elliott. Urodzony w 1931 roku Charles Adnopov, zamiast zostać lekarzem, jak jego szacowny ojciec, wyruszył w trasę z legendarnym Woody'm Guthrie'em, no i złapał wirusa muzyki folkowej. Na całe życie. W 1961 roku, przy łóżku śmiertelnie chorego swego herosa i towarzysza od kielicha i gitary spotkał w Nowym Jorku młodziutkiego aspiranta do zawodu folk-singera - Roberta Zimmermanna. Był już takim autorytetem, że przesądził o dokonaniu wyboru przez tegoż Roberta, który wkrótce - jako Bob Dylan - rozpoczął swoją wspaniałą, błyskotliwą karierę. Jedni mogą powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza, ale to nieprawda. Mistrz nie przestał być mistrzem. Tyle, że w przeciwieństwie do ucznia, który się cokolwiek po 1965 roku zelektryfikował i „zdywersyfikował stylistycznie", Elliott pozostał wierny muzyce swoich korzeni. Dziś, sięgając - jak najbardziej adekwatnie - do muzyki wielkiego kryzysu lat 30., klasycznych utworów m.in. Sona House'a, Mississippi Johna Hurta (tego, który inspirował Becka) czy wielebnego Gary'ego Davisa, Elliott potwierdza jedno. Jest rzeczywiście mistrzem, który posiadł tajemnicę grania amerykańskiej muzyki ludowej, nieważne o jakim kolorze skóry. I, być może, jest jednim z ostatnich tejże wspaniałej, niepowtarzalnej, a jednak ginącej tradycji kustoszem. Może dlatego - jak wskazuje tytuł albumu, „A Stranger Here" - czuje się tu, we własnym kraju, gdzie poczucie historii nie sięga dalej niż akurat żyjącego pokolenia, czuje się kimś obcym. |